Co, do książek z okresu wojen napoleońskich to autorzy bardzo rozpisują się na temat zwycięstw samego Napoleona i jego geniuszu. Tutaj jest inaczej. Za myśl przewodnią, autor wziął sprawę polską i samych Polaków. Wyjaśnia, dlaczego najpierw żołnierze zostali wysłani do Włoch, później z Księstwa trafili do rzeczonej Hiszpanii. Autor wplata w to wszystko politykę, gdzie stwierdza, że dla Napoleona oddanie Księstwa w ręce Rosji to byłby całkiem dobry interes, ale Polaków to całkiem dobrze mieć za żołnierzy. Takich dwuznaczności jest wiele i autor chyba wskazał jako uzyskanie niezależności jako przysłowiowej marchewki. Sam motyw wysłania Polaków do walki z Hiszpanami walczącymi o wolność ze wspierającymi ich Brytyjczykami był dla wielu do przełknięcia. Dalej jest właściwie opis kampanii w Hiszpanii, gdzie wygrana tytułowa bitwa jest nie tylko wzorem skutecznej obrony, co popełnienie przez Brytyjczyków paru błędów jeszcze przed jej zajściem. Na koniec warto wspomnieć o szczegółach, gdzie autor pokusił się nawet o wskazanie rodzaju butów, karabinków, taktyki, czy dlaczego pełne uzębienie było wymagane do wstąpienia pod polskie barwy.
Autor: Wojciech Grabowski @MG78, Katarzyna Grabowska
Kategoria: literatura podroznicza
Wydawnictwo: Wydawnictwo Yuki
Format: książka papierowa
ISBN: 9788397252127
Liczba stron: 400
Ocena: 10/10
Miałem przepiękną recenzję na kilka paragrafów, ale mi się zopsuła przy próbie wysłania formularza z Bookmeter i nie jestem w stanie jej odzyskać, więc nowa już nie będzie taka piękna, bo nigdy taka piękna jak pierwsza nie wychodzi xD
Na wstępie zaznaczę, że zanim ta książka miała premierę, próbowałem w internecie znaleźć dokładnie identycznie to samo. Czyli wpisywałem w chata "książka, która pokrywa trochę historii Japonii, trochę geografii, trochę zwyczajów i kultury, co warto przewieźć jako pamiątkę, generalnie taki entry-level guide dla wannabe podróżnika".
Nic mi nie znajdowało, aleeeeee zamiast tego sprofilowała mnie jako target dla takiej pozycji. Niewiele później, gdy miała już premierę, to dostałem reklamą na twarz.
Ponieważ czytałem poprzednią książkę tego autora i bardzo mi się podobała, niezwłocznie ją zakupiłem. Książka przede wszystkim jest szalenie estetyczna, no bardzo ładna. Nie idzie wychwalić. Grube tomiszcze o grubych okładkach, wypełnione pięknymi zdjęciami, robi naprawdę wrażenie wow. Jako prezent jest świetna, na pewno robi wrażenie "łał!".
Jest też mocne przykładanie się do detali, na przykład taki szczegół, że zdjęcia często mają gdzieś wkomponowaną autorkę, która dodatkowo ma na sobie różowe kimono, tak pod kolor właśnie kwiatów sakury czy okresu hanami, a nawet i różowe włosy. Chociaż w kwestii włosów to nie wiem, czy nie nosi też takich na co dzień xD W każdym razie wrażenie jest fajne.
Na minus: ja częściej, chętniej oglądałbym jakieś szkice, schematy, rysunki, rzeczy, które pokazują po prostu, o czym jest mowa, bo słabo umiem sobie wyobrażać z tekstu. No ale jest to skrajnie subiektywne.
Natomiast twórcy nadrobili ten minusik z zapasem, dodając interaktywną mapę, którą można uzyskać poprzez skanowanie kodu QR na pierwszej stronie. Zaskakujące, że podobno większość osób omija tę mapę. Nie wiem, może myślą sobie: „O, mapa. Co ja nie wiem, jak Japonia wygląda. Kiedyś do tego wrócę” i po prostu zapominają, że tam był taki QR code. A ja myślę, że warto, bo tam są dziesiątki, czy może setki pozycji, takich jak odwiedzane miejsca, polecane sklepiki czy generalnie atrakcje, razem z krótkim komentarzem od twórców.
Będę się tym bardzo chętnie posiłkował. Na moją ocenę: 10/10. Nie ma wcale wpływu fakt, że autor bardzo chętnie odpowiada na dodatkowe pytania, a nawet udało nam się umówić, że w maju w Japonii zjemy sobie szaszłyka w Tokio :P Lecz fakt, że książka jest po prostu bardzo dobra, przemyślana, i na te ocene zasługuje. Przy czym trzeba pamiętać, że jest to 10/10 w jej kategorii! Jeżeli czytacie aktualnie jakieś arcydzieło, to nie warto może go rzucać na półkę i od razu sięgać po Poznaj Japonię. Chociaż jeżeli planujecie taką podróż, to myślę, że jest to obowiązkowa pozycja w TBR.
Nowa recenzja została podyktowana przez Wispr Flow, więc jeżeli gdzieś są jakieś bzdury, to proszę, zgłaszajcie. Na razie z takich oczywistości to znalazłem że tytuł spisuje mi jako "Poznań i Japonie" xdddd
@Cerber108 Zawsze jak piszę tutaj dłuższego posta albo coś na fimmetera to robię to w edytorze markdown i jak skopiuje to zachowuje się nawet formatowanie w sensie pogrubienia, kursywa cytaty itp.
“Better to fight daemons as men, than become them”
IX tom cyklu The Horus Heresy: Siege of Terra
Nietrudno się domyślić, że książka podejmuje opowieść bezpośrednio po “The End and the Death: Volume I”. Wojna dociera do punktu, w którym granica pomiędzy światem rzeczywistym, a osnową zaczyna się zacierać. Pojawiają się zatem liczne anomalie w czasoprzestrzeni, a psychika staje się coraz bardziej zawodna. Znacznie trudniej mi się tą część czytało, gdyż wymagała ode mnie więcej skupienia, aby nadążyć za zmianami przenikających się rzeczywistości.
Nie do końca udana pozycja. Dan Abnett skakał z wątku na wątek co kilka stron - czasem rozdziały miały nie 10-30, a dosłownie 4 czy 5 stron. Ponadto odniosłem wrażenie, że niektóre fragmenty miały za zadanie jedynie sztucznie zwiększyć objętość, a kluczowe wydarzenia były celowo odwlekane w czasie. Mimo to, nie zszedł poniżej pewnego poziomu i zapewnił przynajmniej emocjonującą i tragiczną końcówkę.
Erebus to c⁎⁎j.
Krótko, bo nie chciało mi się robić notatek w trakcie czytania. Podsumowując - średniak, ale obowiązkowy. Teraz czas na wielki finał.
Bo blurbie spodziewałem się historii równomiernie przeplatającej punkty widzenia Moiraine i Lana, by wreszcie w którymś momencie je scalić i zamknąć niedługo później. Ostatecznie to pierwsze w żadnym wypadku nie rozdzieliło czasu ekranowego po równo, a drugie stanowiło najgorszy element historii.
Przez pierwszą połowę książki śledzimy ostatnie dni Moiraine oraz Siuan jako Przyjętych wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza, ich zmagań przed próbami wynoszącymi do szala oraz - co najistotniejsze - mimowolne (ale zaakceptowane bez mrugnięcia okiem) uwikłanie się w konspiracyjne poszukiwania poszlak dotyczących okoliczności narodzin Smoka Odrodzonego. Nie licząc krótkiego fragmentu na początku, perspektywy Lana powróciły dopiero w drugiej połowie książki, a potem i tak dość szybko jego ścieżka przecięła się z tą Moiraine, tym samym czasu "sam na sam" z czytelnikiem nie otrzymał on za wiele. Gdy już to jednak nastąpiło, obracało się wokół tego, co i w głównym cyklu zaprzątało mu głowę: brzemię ostatniego króla Malkieru, poczucie obowiązku wobec swego ludu oraz mieszkańców Ziem Granicznych w ogólności oraz ścisłe prowadzenie się podług litery honoru.
Niemal wszystko, co nastąpiło przed spleceniem się ich losów zostało zaprezentowane całkiem nieźle. Epizod z początku o przygodach Moiraine i Siuan stanowi - może niezbyt obszerny w odniesieniu do całości serii, ale zawsze jakiś - dodatkowy wgląd w życie Białej Wieży i zasady tam panujące dla kobiet o różnym stopniu wtajemniczenia, również w czasach burzliwych, choć pod innymi względami niż za czasów Randa. Pojawiają się także znajome twarze, ale nie opiera się wyłącznie na nich cała książka. Ich wystąpienia można podzielić na 2 kategorie: albo stanowią zwykłe mrugnięcie okiem, swoiste utwierdzenie faktu, który znaliśmy z głównej sagi, albo mają istotniejsze miejsce w przedstawionych wydarzenia, gdzie faktycznie ich wkład czyni obu dziewczynom różnicę.
Po ich spotkaniu historia obiera dziwne tory. Moiraine wchodzi na piedestał, obiera - na pół serio, na pół improwizuje - postawę potężnej, acz małostkowej siostry, traktuje grupę Lana, ale zwłaszcza jego, człowieka ze wszech miar honorowego, jak śmiecia w jakiejś żałosnej odmianie końskich zalotów, a po wypełnieniu przez nich przyrzeczonego obowiązku, chybcikiem ich opuszcza, bo jaka to ona przecież nie jest zaradna. Wbrew zdrowemu rozsądkowi oboje nie mogli wyrzucić myśli o drugim z głowy. Również okołopolityczna machina i twist na końcu dostały za mało czasu na należyte dojrzenie i wszystko wyskakuje praktycznie znikąd. A, no i Lan był ofiarą groomingu i do tego cierpi na syndrom sztokholmski.
Dowiedziałem się, że również i tutaj śmierć Jordana zebrała żniwo, gdyż historia ta miała mieć swój ciąg dalszy. Tak czy siak, książka do pewnego momentu była po prostu ciekawą lekturą i uzupełnieniem wiedzy o Wieży i postaciach, reszta natomiast wg mnie nie wyszła za dobrze. Nie była to najgorsza lektura, ale cieszę się, że ten czytelniczy epizod mam wreszcie za sobą.
Pod względem korekty nareszcie nie mam się do czego przyczepić, to bardzo miła odmiana na sam koniec. Jeden fragment przykuł moją uwagę swoją wewnętrzną sprzecznością. Z okazji nadejścia Święta Świateł (tj. ichniejszego Sylwestra) służba miała za zadanie zapalić wszystkie lampy w Wieży i utrzymać ten stan przez 2 dni, nawet w komnatach od wieków nieodwiedzanych. Jednakże, skoro jest to święto, załóżmy zuchwale, powtarzające się co rok, to jakim cudem te komnaty mogły stać puste przez tak długi czas? Choć to zapewne stylizatorska hiperbola, a ja przywalam się do głupot i szukam dziury w całym. Bodaj pierwszy raz padło w tym cyklu słowo, które można uznać za wulgarne, mianowicie "d⁎⁎⁎ka", a wyszło ono z ust - a jakże - Siuan.
Nie rozumiem obecności glosariusza w jego aktualnej formie tj. żywcem zerżniętej z głównej sagi. Po cholerę mi wiedzieć o proroku czy Mellarze w odniesieniu do tej historii? Czemu nie ma tu choćby zdania o każdej ważniejszej siostrze i szlachetnie urodzonych, którzy na kartach książki się pojawili?
Jakoś tak mam, że nie przepadam za rzeczami powszechnie wychwalanymi. Nie dlatego, że jestem jakimś outsiderskim snobem, który czyta wyłącznie niszowe tytuły, ale dlatego, że często nie wpadały w mój gust. Przed przeczytaniem „Dungeon Crawler Carl” pomyślałem, że jestem ciekaw, jak bardzo jest to złe, skoro tyle osób chwali. Dzięki akcji „Czytaj PL” mogłem się przekonać i... bardzo przyjemnie się zaskoczyłem.
Mimo że początek wcale tego nie zapowiadał. Na szczęście po paru stronach wsiąkłem w ogrom statystyk, zdobywanych przedmiotów i zabijanych stworków. To było moje pierwsze spotkanie z gatunkiem LitRPG, przynajmniej w postaci książkowej, bo wcześniej obejrzałem chociażby anime „Sword Art Online”, które pod pewnymi względami jest podobne do „Dungeon Crawler Carl”. Ponadto od wielu lat gram w crpgi, zdarzyły się także pisane sesje RPG, więc podobna przygoda nie była dla mnie zaskoczeniem, tym bardziej że autor pełnymi garściami czerpał z klasycznych motywów fantasy. Zdziwiłem się, że do tej pory nie trafił się ani jeden mimik w postaci skrzynki z lootem.
Humor jest jaki jest - raczej prosty, trochę nawet wyśmiewający. Mnie akurat bawi stupkarstwo, więc kilkukrotnie się uśmiechnąłem w momentach, w których autor do tego nawiązywał i chociażby podarował Carlowi zestaw do pedicure.
Jakoś w połowie powieści zadałem sobie pytanie, czy rzeczywiście formuła w tej postaci wystarczy na całą serię. Trochę się poczułem znużony kolejnymi opisami potyczek, otwierania skrzynek i tak dalej, ale na szczęście autor zdał sobie z tego sprawę i pod koniec skupił się na czymś innym, co pozwoli odetchnąć od typowego zwiedzania lochów.
Ponarzekam trochę na tłumaczkę. Odnoszę wrażenie, że nie do końca dobrze sobie poradziła i raczej nie ma doświadczenia z gierkami. Zdziwił mnie chociażby „inwentarz” w odniesieniu do posiadanych przez Carla przedmiotów. Bardziej by pasował utarty przez wiele lat „ekwipunek”. To raczej drobnostki, jednak trochę wybijające z immersji.
Za to „cholerny świat, Pączuś” uważam za urocze. Nie wiem, co doprowadziło do przetłumaczenia „Goddamnit, Donut” na te właśnie słowa, ale bardzo mi się spodobało. xD
Finał pierwszej części zostawił mnie z ambiwalentnym uczuciem. Z jednej strony bardzo ciekawią mnie różne mechaniki i to, co autor wymyślił w kolejnych częściach, z drugiej strony obawiam się, że może być tego zbyt dużo jak na jeden raz i warto byłoby zrobić sobie dłuższą przerwę pomiędzy tomami. Zatem kolejna powieść nie jest na mojej liście priorytetów, ale gdyby pojawiła się kolejna okazja do przeczytania za darmo, niewątpliwie bym z tego skorzystał.
Gdyby nie barbarzyński sposób zapisu dialogów, pewnie bym spróbował z oryginałem. Niby jest lepiej, niż jak próbowałem przeczytać „Drogę” McCarthy'ego, ale i tak czuję obrzydzenie. xD
Thriller psychologiczny opowiadający historię Alicii Berenson, cenionej malarki, której udane życie zmienia się w chwili, gdy zostaje oskarżona o brutalne zastrzelenie męża. Od tego momentu Alicia całkowicie przestaje mówić i przez kolejne lata nie wypowiada ani jednego słowa. Trafia do zamkniętego ośrodka psychiatrycznego, gdzie jej przypadkiem zaczyna interesować się Theo Faber, psychoterapeuta przekonany, że uda mu się przełamać jej milczenie i poznać prawdę o wydarzeniach tamtego wieczoru.
Niewątpliwą zaletą książki jest pomysł na fabułę - milcząca pacjentka, tajemnicza zbrodnia i terapeuta, który coraz mocniej angażuje się w sprawę. Cały mix tworzy ciekawe połączenie. Autor umiejętnie podrzuca kolejne informacje, pozwala snuć własne podejrzenia i skutecznie odwraca uwagę od tego, co najważniejsze. Postać Theo jest świetnie skonstruowana, jego zainteresowanie Alicią stopniowo zaczyna wykraczać poza zwykłą zawodową ciekawość i czuć to podświadomie z każdą kolejną minutą. Dużym plusem jest również sposób prowadzenia narracji. Obok relacji Theo pojawiają się fragmenty pamiętnika Alicii, dzięki którym można spojrzeć na jej życie z innej strony. Autor nie spieszy się z odkrywaniem tajemnic, ale potrafi utrzymać ciekawość, a krótkie rozdziały zachęcają do dalszej lektury.
Bardzo udany debiut, świetny pomysł na thriller i dobrze poprowadzona zagadka. Bez zbędnego przeciągania, z odpowiednią dawką napięcia i finałem, który wynagradza drobne niedociągnięcia.
@bojowonastawionaowca ściek pseudo-polityczny zwany wykopem już mnie przerósł, szukając alternatywy znalazłem ten portal. Zobaczymy czy u was lepiej bywa ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@za5polnoc możesz sobie od razu w takim razie zablokować tagi #polityka i #heheszkipolityczne , to w zupełności wystarcza, żeby nie widzieć treści z polskiej polityki (zagraniczna zazwyczaj znajduje się na #politykazagraniczna zgodnie z głosowaniem użytkowników), pilnujemy tego tutaj bardzo mocno
Na ostatnią pozycję w #czytelniczebingo wybrałem dość kultową mangę, której główny antagonista Johan (tytułowy Monster) często plasuje się w topce najlepszych antagonistów w mandze/anime.
Trójką głównych bohaterów są Dr. Tenma - wybitny neurochirurg, oraz bliźniacy Nina i Johan. Akcja dzieje się w Niemczech (ciekawy zabieg ze strony autora), w latach 80/90-tych. Tenma na samym początku mangi ratuje Johana, który został postrzelony w głowę. Jego siostra Nina jest w szoku i nie jest w stanie mówić, a ich przybrani rodzice zostali zamordowani. Ta jedna operacja całkowicie odmieni życie Tenmy - po latach zostanie on wrobiony w serie morderstw. Będzie zmuszony uciekać, dowiedzieć się kto i z jakiego powodu stoi za tym wszystkim, oraz próbować oczyścić swoje imię.
A dlaczego Johan jest właśnie jednym z najlepszych antagonistów?
- ot zwykły młodzieniec, który rozumie ludzkie słabości i je bezlitośnie wykorzystuje.
- jego filozofia jest kompletnym przeciwieństwem postawy Tenmy, który wierzy, że każde życie ma wartość.
- w mandze więcej Johana brakuje, niż się on pojawia. Jednak wpływa on na wszystko - dosłownie stoi za każdą śmiercią w mandze. Mimo że nie on "ciągnie za spust".
- Johan nie chce zniszczyć świata, ale zmanipuluje tobą tak, że uwierzysz, że nie warto go ratować xD
Warto przeczytać, mimo lekkiej dłużyzny
#czytelniczebingo 25/25 - Twój wybór
Wrzucanie bingo na hejto nadrobione, teraz jeszcze 10+ innych książek trzeba wrzucić na bookmeter
Lol, to mangi są mile widziane na tagu #bookmeter ? Nie wiedziałem, to jak przeczytam kiedyś coś dobrego to może się podzielę polecajką. Btw skąd wziąłeś liczbę stron całości xd?
Na pierwszy tom serii do #czytelniczebingo wybrałem ulubioną autorkę @KatieWee, bo byłem ciekawy nowego tłumaczenia
Każdy chyba za dzieciaka czytał Anię z Zielonego Wzgórza. A to ma być Anne, zamiast Zielonego Wzgórza są Zielone Szczyty, Matthew a nie Mateusz, itd. Nowe tłumaczenie mi się podobało (starego nie pamiętam xD), lektura była przyjemna. Jestem ciekaw dalszych losów bohaterki, więc będzie trzeba sięgnąć po kolejne tomy, o których istnieniu za młodu nie miałem pojęcia. Ogólnie powrót do dzieciństwa - udany!
Wyjątkowo krótko: zbiór esejów poświęconych historii matematyki, przedstawiających najważniejsze odkrycia w kolejności chronologicznej. Dobrze napisana książka popularnonaukowa, choć bywa trudna.
Studia licencjackie z matematyki [Terence Tao] ukończył w wieku szesnastu lat, doktorat uzyskał w wieku dwudziestu jeden, a w wieku dwudziestu czterech lat został najmłodszym profesorem zwyczajnym matematyki na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles. Wiem, że pewnie myślisz sobie teraz, że równie dobrze możesz poddać się od razu, ale poczekaj – na końcu rozdziału poznasz cenne rady Tao dotyczące uprawnienia matematyki.
Jeden w wieku 30 lat rozwija matematykę i jest profesorem, a drugi w tym samym wieku wczoraj zacinał się i dwu lub trzykrotnie czytał dany rozdział, by zrozumieć, o co chodzi z danym problemem.
Tu miała być standardowa długa recenzja ciekawej książki, ale po raz kolejny #hejto (a wcześniej #wykop), przypomniały mi, że cokolwiek robię - nie warto. Skoro wszystko co napiszę dłuższego niż to, co można przeczytać na głos na jednym wdechu, będzie uważane (przez niektórych) za #aislop. Chyba sobie odpuszczę "marnowanie" czasu na pisanie recenzji i będę wrzucał jednozdaniówki.
@Hilalum to nie jest foch, to jest zmęczenie materiału, gdy po raz kolejny widzisz zarzut, że:
Ty nie czytasz tych książek, które wrzucasz, bo inni czytają kilka książek rocznie, a nie 200
czytasz na odpierdol, żeby nabić numerki
recenzje pisze Ci AI, bo nie są na 2-3 zdania
jak zgadzasz się z recenzjami z neta, to je ukradłeś i wrzuciłeś jako swoje
recenzje piszesz na przekór innym, którym książka się podobała/niepodobała w przeciwieństwie do Ciebie
książka nie ma prawa Ci się podobać/niepodobać, bo osobie X się niepodobała/podobała
Po którymś kolejnym komentarzu opadają Ci ręcę i zakładasz, że dzielenie się swoją pasją z ludźmi nie ma żadnego sensu. A jednak trochę czasu na to poświęcasz, bo nawet zakładając optymistycznie 20 minut na każdą ze 175 recenzji, daje łącznie blisko 60h, który mógłbym przepierdolić na głupoty, zamiast na pisanie o książkach na Hejto.
A jednak trochę czasu na to poświęcasz, bo nawet zakładając optymistycznie 20 minut na każdą ze 175 recenzji, daje łącznie blisko 60h, który mógłbym przepierdolić na głupoty, zamiast na pisanie o książkach na Hejto.
O to to. Mi na co dłuższych to i godzina potrafi zejść. Ale ja to robię też dla siebie, zapisuję w excelu i mam kronikę swoich książkowych przygód, bo przecież nie da się zapamiętać wszystkiego o wszystkich książkach.
Rewelacyjna! Zbiór opowiadań w postaci powieści szkatułkowej. Cud, miód i orzeszki.
Simmons od razu rzuca czytelnika w środek mrocznego świata, nie bawi się w zbytnie wyjaśnienia, przez co człowiek czuje się lekko obco w tym świecie. Każda z opowieść pielgrzymów na Hyperiona jest inna - czy to styl, czy to poruszana tematyka, a ich elementem wspólnym jest właśnie Hyperion.
#czytelniczebingo 23/25 - Space opera z prawdziwego zdarzenia
Rachel, bezrobotna pijaczka, jeździ pociągiem, obserwuje domy i ludzi. Szczególnie jedną "idealną" parę, mieszkającą obok jej byłego męża. Aż tu pewnego dnia, Jess* całuje obcego chłopa, następnie znika i później zostaje znaleziona martwa.
Rachel stara się rozwikłać co to się odjaniepawliło w dniu morderstwa Jess/Megan. Rozwiązanie zagadki zaskakujące, ale d⁎⁎y nie urwało.
*Imię nadane przez Rachel, bo nie znała obserwowanych osób xD
#czytelniczebingo 22/25 - Kryminał bez klasycznego detektywa
Pierwsza część recenzowanego w 2024 "Skarbu pod wiatrakiem".
Wiosna, około połowy lat 50 XX w. Z Warszawy do małej wsi Majdan przyjeżdża przyrodnik, działacz "Ligi Ochrony Przyrody", wychowawca i nauczyciel biologii w domu dziecka, Jan Borowiec nazywany profesorem Biedronką. Zamierza tam dokończyć prowadzić obserwacje przyrodnicze zwierząt i przy okazji dokończyć książkę na ten temat. Przez miejscowych z miejsca zostaje oczywiście zaklasyfikowany jako dziwak, może "jeometra", pewnie same problemy z nim będą. Nie pomaga w tym to że zamieszkuje w starym, opuszczonym wiatraku na górce, gdzie jak wszyscy wiedzą straszy w nocy. Krok po kroku nasz profesor przełamuje lody, zaprzyjaźnia się z dziećmi i innymi mieszkańcami wsi. Pomaga w nauce jednemu z nich, rozwiązaniu zagadki niszczonych budek lęgowych czy przy zakładaniu ogrodu przy szkole.
Urocza oldschoolowa książeczka (pierwsze wydanie jest z 1965 roku). Pełna ciepła, wzajemnej ludzkiej pomocy no i oczywiście wypchana dydaktyzmem. W tej części dużo wiadomości o zwierzętach, głównie ptakach zamieszkujących lasy i wody naszego kraju. Towarzyszymy profesorowi podczas obrączkowania gęsi czy podczas nagrywania na taśmę filmową jeleni i dzików. Książka dla fanów natury i sojalistycznej, dziecięcej literatury
Znacie ten motyw z SF, w którym obcy porywają ludzi w zamian podstawiając ich klony kontrolowane przez siebie? No to tu mamy właśnie to, tylko od drugiej strony. Na planecie Androbeida poznajemy społeczeństwo Indogów, (prawdopdoobnie) porwanych z Ziemi ludzi poddanych praniu mózgu i małemu "tuningowi", mającemu na celu głównie wydłużenie ich życia i zwiększenie możliwości fizycznych. Za wszystkim stoją Szarfanowie, których ludzie nie określają inaczej niż "mądrzy i dobrzy". Wbrew prawu galaktycznemu prowadzą obozy w których przetrzymują i szkolą Indogów snując plany podboju ich macierzystej planety. Tu dodatkowy plus za wprowadzenie słówek "zorca" i "przyzorca", niższych stopni od dozorcy i nadzorcy
Pomysł bardzo ciekawy, fabularnie w porządku, choć gdy w drugiej połowie dochodzi do wspomnianej inwazji na Ziemię, to zaczyna się trochę rozłazić. Mądrzy i dobrzy, wszechwiedzący Szarfanowie popełniają podstawowe błędy i cały misterny plan w pizdu. Z kolei mały plusik za poprowadzenie fabuły z pierwszej osoby, oczami różnych bohaterów. Każdy z nich ma inne poglądy na otaczającą ich rzeczywistość, każdy ma jakąś tam własną osobowość i przemyślenia na temat całej tej sytuacji. Z drugiej jednak strony trochę denerwują niekonsekwencje zachowań bohaterów i nieścisłości w fabule. Generalnie jak widać jest nierówno, ale zaskakująco dobrze, nie spodziewałem się w sumie całkiem niezłej książki. Póki co zostawiam na półce, może jeszcze do niej wrócę. Lekko naciągana siódemka.
Kto jak nie Brandon Sanderson do kategorii "Nietypowy system magii lub technologia" w #czytelniczebingo?
System magiczny - za⁎⁎⁎⁎sty, zarówno allomancja jak i feruchemia to interesujące koncepty. Świat i pomysł na fabułę to historia od zera do bohatera połączona z "Ocean Eleven" xD ot, ciekawe, przyjemne fantasy.
Największą bolączka tej książki: Skaa jako niewolnicy musieli się w jakiś sposób różnić od szlachty. Albo różnice były w wyglądzie (np. kolor skóry), albo kulturowe. W obu przypadkach Vin powinna zostać od razu zdemaskowana na pierwszym balu jako Skaa... a tutaj wszyscy łyknęli jak pelikan.
#czytelniczebingo 21/25 - Nietypowy system magii lub technologia
Książka o nawykach, w jaki sposób się tworzą i z jaką mocą oddziałują na nasze życie. O tym w jaki sposób pozbyć się niechcianego nawyku i zastąpić go przez inny. O wykorzystaniu roli nawyków w sporcie, marketingu i manipulacjach. A także o roli nawyków w rewolucjach i przekształceniach społecznych. Zahacza o temat tożsamości człowieka i wolnej woli.
Dobrze się czyta, napisana prostym językiem. Pełna ciekawych przykładów i odniesień do badań naukowych.
To nie jest książka o współczesnych Czechach. Szczygieł zebrał i opisał najważniejsze wydarzenia z ostatniego stulecia, które pomogą czytelnikowi zrozumieć Czechów. Ciekawe jednak nie tego się spodziewałem.
#czytelniczebingo 20/25 - Reportaż o kraju, o którym wiedziałeś/aś niewiele
Książka była wielokrotnie polecana przez @WujekAlien - więc pomyślałem, że idealnie pasuje na #czytelniczebingo. Nagrodzona Nike, więc spodziewałem się czegoś ciekawego. A tu klops... Nie podeszła mi kompletnie.
Książka nie opowiada jednej spójnej opowieści, jest to bardziej połączenie monologu z powieścią szkatułkową i fragmentarycznie jest ciekawie. Jednak całościowo nie dowozi.
Ponadto miałem problem z brakiem refleksyjności głównego bohatera i "niemego" rozmówcy. Podejrzewam, że był to celowy zabieg autora, jednak nie przypadło mi to do gustu.
Nosz tak nie można, czytałem to że 20 lat temu ,i chociaż nic już nie pamiętam z fabuły to w sercu mam wciąż gorące wspomnienie jak wielką przyjemnoscia było obcowanie z tą książką,