
WujekAlien
- 1644wpisów
- 6217komentarzy
Spacerowicz, czytelnik, książkozbieracz
@A_a żartujesz…. naprawdę mają tyle sensorów kolorów? przecież to pierdolca idzie dostać.
Chociaż czekaj. Jest jakaś teoria że ty też te kolory „widzisz” ale twój mózg mocno filtruje sygnał. Podobno na LSD jazdy to często był czyste sygnały ze zmysłów bez filtrowania.
Ale mogę pieprzyć głupoty w stylu wuja na weselu
Zaloguj się aby komentować
Makaron orzo w sosie paprykowo pomidorowym #jedzzhejto #jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
323 368,69 - 2,04 - 2,02 = 323 364,63
Wokół komina
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
416 + 1 = 417
Tytuł: Groble
Autor: Michael McDowell
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 272
Ocena: 7/10
Drugi tom sagi Blackwater kontynuuje historię rodziny Caskeyów i tajemniczej Elinor, która po wydarzeniach z "Powodzi" na dobre zadomawia się w miasteczku Perdido. Rzeka wciąż wyznacza rytm życia mieszkańców, a budowa tytułowych grobli ma symbolicznie ujarzmić żywioł i zabezpieczyć miasteczku przyszłość. Równocześnie napięcia wewnątrz klanu narastają - szczególnie w relacji między Elinor a nestorką rodu. To wciąż przede wszystkim saga rodzinna, w której ambicje, duma i ukryte lęki są równie istotne, a może bardziej istotne, niż elementy nadnaturalne.
Po rewelacyjnym zakończeniu pierwszego tomu można było spodziewać się wyraźniejszego skrętu w stronę grozy już na starcie drugiego tomu - czegoś w duchu "Omena" czy "Dziecka Rosemary", z narastającym poczuciem, że w centrum rodziny dojrzewa coś złowieszczego. Tymczasem McDowell ponownie wybiera drogę powolnego budowania napięcia. Elementy niesamowite są subtelne, bardziej w domyśle niż pokazane wprost, a autor koncentruje się na psychologii postaci i układach sił. To świadoma decyzja, ale jednocześnie trochę zmarnowany potencjał - aż prosi się, by pójść o krok dalej w stronę pełnoprawnego horroru.
Z drugiej strony trudno odmówić książce wciągającej narracji. Relacje między bohaterami są coraz bardziej napięte, a atmosfera dusznego Południa działa na wyobraźnię. McDowell potrafi budować klimat niepokojącej codzienności, w której coś jest „nie tak”, choć nikt nie potrafi tego jasno nazwać. A elementy grozy przypominają bardziej jump scare, bo jednak na tą grozę czekamy, czekamy i czekamy, aż nagle dostajemy nią w twarz, gdy sie jej najmniej spodziewamy. A element kulminacyjny jest bardzo daleko od fazy budowania napięcia.
Jest to dobry, sprawnie napisany ciąg dalszy sagi, który rozwija świat i postacie, ale wciąż odkłada prawdziwą grozę na później. A szkoda, bo ten tom byłby lepszy, ale z pomysłów na niego, które sam sobie w głowie układałem, żaden nie został zrealizowany. Może to też mnie tak wciągnęło w tej historii, że nie umiem jej przewidzieć i cały czas trafiam na zaskoczenia. Tam gdzie oczekuję grozy jest sielanka, a tam gdzie się nie spodziewam wpada element grozy.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
415 + 1 = 416
Tytuł: Doktor No
Autor: Ian Fleming
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Format: e-book
Liczba stron: 384
Ocena: 7/10
W szóstej powieści o Bondzie agent 007 zostaje wysłany na Jamajkę, by wyjaśnić zaginięcie brytyjskiego agenta. Oficjalnie to rutynowe zadanie, w praktyce - podróż na odizolowaną tajemniczą wyspę Crab Key, należącą do tajemniczego Doktora No. Co ciekawe, początek książki jest wyraźnym spowolnieniem tempa względem wcześniejszych tomów. Bond dochodzi do siebie po poprzedniej misji, a wyjazd ma w sobie coś z rekonwalescencji połączonej z rozpoznaniem terenu. Dopiero z czasem atmosfera gęstnieje, a egzotyczna sceneria zamienia się w zamkniętą pułapkę.
Najbardziej podobała mi się właśnie ta odskocznia od czystej akcji. Fleming daje Bondowi chwilę, by nie tylko działał, ale też obserwował, analizował i po swojemu, mierzył się z pytaniem, kim właściwie jest Doktor No. To nadal ten sam profesjonalista, ale w bardziej kameralnej, niemal introspektywnej odsłonie. Sam Doktora No jest z kolei ciekawym przeciwnikiem - chłodnym, wyrachowanym, niemal laboratoryjnie odciętym od emocji. Ich konfrontacja ma w sobie coś bardziej osobistego niż zwykłą walkę dobra ze złem.
Oczywiście nie brakuje elementów typowych dla Fleminga: egzotyki, wyraźnie zarysowanego antagonisty, romansu, napięcia budowanego przez izolację i fizyczne próby, którym poddany zostaje Bond. Finał wraca do bardziej dynamicznego tonu, ale przez większą część książki dominuje klimat niepokoju i powolnego odkrywania tajemnicy.
To solidny tom serii, dużo lepszy niż poprzedni, może mniej spektakularny, bardziej skupiony i dzięki temu ciekawie różniący się od poprzednich przygód Jamesa Bonda.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
119 438 994 - 500 = 119 438 494
Dziś podwójna porcja Śremskiego z kiwi i bananem
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin

Osiągnięcie
- Morświn nabiału (500 g)
zostało zdobyte. Tak, to już ten moment...
Listę swoich osiągnięć możesz zobaczyć na hejtostats
A jeśli masz dosyć Marvina marudzącego pod Twoimi postami, to możesz mu w ustawieniach powiedzieć, żeby się odczepił.

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
413 + 1 = 414
Tytuł: Powódź
Autor: Michael McDowell
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 272
Ocena: 7/10
Był "Dworzec Perdido", to teraz trafiamy do miasta Perdido.
Pierwszy tom sagi Blackwater zaczyna się od wielkiej powodzi, która nawiedza małe miasteczko Perdido w Alabamie na początku XX wieku. W jej następstwie mieszkańcy odnajdują w zalanym hotelu tajemniczą kobietę - Elinor Dammert, która wkrótce zaczyna wplątywać się w życie wpływowej rodziny Caskeyów. Na pierwszy rzut oka historia przypomina raczej obyczajową kronikę małomiasteczkowej społeczności niż horror: dużo tu rodzinnych napięć, walki o wpływy i stopniowego budowania pozycji w lokalnej hierarchii. Dopiero z czasem pojawiają się sygnały, że Elinor może nie być do końca tym, za kogo się podaje. A nadprzyrodzone zjawiska dziejące się w jej pobliżu nie dają się w żaden sposób wytłumaczyć.
Największym zaskoczeniem "Powodzi" dla mnie jest to, jak niewiele jest w niej faktycznej grozy. Książka formalnie uchodzi za horror, klasyczną powieść grozy, ale w pierwszym tomie elementy niesamowite pojawiają się zaledwie w kilku krótkich scenach (bodajże 3) i są dość dziwnie wkomponowane w opowieść. Przez większość czasu czyta się powieść obyczajową osadzoną w amerykańskim Południu. W dodatku jest to typowa historia faceta rozdartego między miłością do narzeczonej/żony i matki, w której każda z kobiet chce być tą jedyną i robi wszystko, żeby wygrać w uczuciowej bitwie. Z jednej strony może to rozczarowywać, jeśli ktoś spodziewa się mrocznej historii, z drugiej jednak autor bardzo sprawnie buduje tło świata i relacje między bohaterami. Czuć od samego początku, że to tom - intro, który ma nas tylko odpowiednio wprowadzić w świat i dać nam zrozumieć lepiej to, co będzie się działo w kolejnych tomach.
Mimo powolnego tempa książka wciąga bardziej, niż można by się spodziewać. McDowell dobrze oddaje atmosferę miejsca - powodzi, rzeki i życia podporządkowanego jej rytmowi. Autor pięknie buduje drobne napięcia między członkami rodziny Caskeyów. Czyta się to gładko i z ciekawością, nawet jeśli właściwie przez większość czasu niewiele się dzieje, a obiecywany horror pozostaje tylko sugestią. Ale opowieść jest zbudowana tak, że wypatrujemy tego horroru, jak dziecko prezentu na gwiazdkę.
Wciągający początek rodzinnej sagi, który jednak jako horror wypada dość blado i sprawia raczej wrażenie długiego wstępu do właściwej historii. Ale napisany tak, że nie odłożysz sagi po pierwszym tomie.
Książki z tej serii mają bardzo mały formaty, właściwie kieszonkowy, więc te 272 stron to bliżej 150-180 w standardowym wymiarze strony.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik: 47/128
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
323 483,16 - 13,65 = 323 469,51
Zimne 13km z rana, ale za to w pięknym słońcu
#ksiezycowyspacer
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin





Zaloguj się aby komentować
119 442 698 - 350 = 119 442 348
Śniadaniowy Skyr pitny wiśniowy
#pletwalztwarogu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Może na ostatnią chwilę, ale zrobione ;)
W ramach #zimowewyzwania dostalem zadanie:
- Napisz list do samego siebie, który otworzysz za rok o tej porze
Kilka razy zastanawiałem się, co bym powiedział sobie z przeszłości, gdybym miał okazję spotkać "siebie" młodszego i dać mu jakąś radę. Natomiast nigdy nie myślałem, co powiedzialbym starszemu sobie. Może nie było to trudne zadanie, ale na pewno bardzo osobiste, zobaczymy co powie o tym niemal 39 letni Kamil.
#zimowewyzwania #listdosiebie


Zaloguj się aby komentować
408 + 1 = 409
Tytuł: Polowanie na czas
Autor: Jeffery Deaver
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: e-book
Liczba stron: 440
Ocena: 7/10
Tom 4 serii z Colterem Shawem.
W "Polowaniu na czas" Colter Shaw podejmuje się odnalezienia kobiety uciekającej wraz z nastoletnią córką przed brutalnym mężem. Początkowo sprawa wygląda na dość typowy przypadek przemocy domowej i desperackiej próby ukrycia się przed prześladowcą, ale szybko okazuje się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż wynika z pierwszych informacji. Shaw musi ustalić, kto naprawdę jest ofiarą, a kto manipuluje faktami, jednocześnie ścigając się z czasem i przeciwnikiem, który wydaje się być zawsze o krok przed nim.
Podobnie jak w poprzednim tomie, najmocniejszą stroną książki jest wątek rodzinny, choć tym razem pokazany z innej perspektywy. Relacja matki i córki oraz historia ich ucieczki nadają fabule emocjonalnego ciężaru i sprawiają, że zagrożenie przestaje być abstrakcyjne. Konflikt z mężem przestępcą buduje napięcie w bardziej osobisty sposób niż typowe zagadki kryminalne Deavera i dobrze współgra z charakterem Coltera Shawa, który z natury staje po stronie słabszych. Miałem tu pewny vibe Reachera, co oczywiście nie jest żadnym przytykiem do autora, a bardziej ciekawym smaczkiem, który zdecydowanie doceniam. Ciekawym zabiegiem jest też wrzucenie nam bohatera, który jest byłym policjantem i zna metody pracy policji, przez co jest dużo większym wyzwaniem niż poprzedni "przeciwnicy" Coltera.
Konstrukcyjnie to wciąż bardzo sprawny thriller - krótkie rozdziały, dynamiczna akcja i typowe dla Deavera zwroty fabularne utrzymują tempo i sprawiają, że książkę czyta się szybko. Jednocześnie niektóre rozwiązania są trochę przewidywalne dla czytelnika znającego styl autora, a sama historia nie zostawia aż tak mocnego wrażenia jak najlepsze tomy cyklu. To raczej solidna kontynuacja niż wyraźny krok naprzód serii.
Nie mogę się doczekać tego, co przyniesie zakończenie w postaci tomu 5. Bo może tom 4 trzeba traktować jak ciszę przed burzą.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
407 + 1 = 408
Tytuł: The Deadline Clock
Autor: Jeffery Deaver
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: G.P. Putnam's Sons
Format: e-book
Liczba stron: 56
Ocena: 6/10
Tom 3.5 serii z Colterem Shawem. Nie przetłumaczony do tej pory na nasz język.
To taka typowa przekąska z głównym bohaterem: szybka, sprawnie napisana, z rytmem, który Deaver ma w małym palcu, ale też z tą specyficzną frustracją, że zanim historia na dobre się rozkręci, już trzeba ją odkładać. W praktyce działa jak dodatkowa scena po odcinku serialu, a może jako scena po napisach w filmie - miło wrócić do bohatera, złapać jego sposób myślenia i tempo działania, tylko że finał przychodzi za wcześnie.
Fabułowo najciekawsze są smaczki o pracy Coltera "od kuchni". Widać, jak układa relacje z policją (ani służbista, ani samotny wilk w próżni), jak wchodzi w sprawę przez rozmowę, napięcie czasu i pracę z ludźmi, którzy są na granicy wytrzymałości. Te fragmenty: współpraca, tarcia, pragmatyczne zasady gry, postrzeganie innych ludzi - mają fajny, uniwersalny ciężar: pokazują, czemu Shaw działa inaczej niż sztampowy detektyw z kryminału.
Jednocześnie krótka forma robi tu sporą krzywdę. Jest zarys stawki i presji, jest sprawna mechanika śledcza, ale brakuje miejsca na satysfakcjonujące "dokręcenie śruby" i mocniejszą puentę. Zostaje poczucie, że dostałeś połowę emocji, które mogłyby wybrzmieć, gdyby tekst miał dłuższy oddech. Przyjemny suplement i dobre dopalenie świata Coltera, ale właśnie dlatego aż prosi się o wydanie w formie porządnego zbioru opowiadań, bo jednak kilka tych połówkowych tomów serii się uzbierało, a nie osobnych, 50-stronicowych mini-książek.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #ksiazki #opowiadania #czytajzwujkiem

Zaloguj się aby komentować
Zawsze mi się wydawało, że jak będę dorosła to to przejście z bycia nastolatką a osobą dorosłą będzie takie namacalne, wręcz fizyczne, że będę w stanie stwierdzić dokładnie kiedy to miało miejsce. Człowiek będzie już taki poważny, nie będą go interesować głupoty i nawet zacznie się inaczej ubierać.
Tymczasem praca, własny dom, rodzina, dziecko na pokładzie a w głowie siano. Mentalnie przełom liceum a studia.
Zaloguj się aby komentować
323 586,21 - 2,05 - 1,38 - 1,45 - 6,25 = 323 575,08
Piękna pogoda za oknem, a ja spędzam czas w mój „ulubiony” sposób siedząć u teściów :(
Kilka krótkich spacerków z psem i po szybkie zakupy
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
119 445 477 - 150 - 150 = 119 445 177
Skyr z truskawkami na przekąskę + trochę ponad pół kostki Śremskiego chudego do sałatki warzywnej
#pletwalztwarogu
---
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować











