Poniedziałkowy bieg rozbity na 2, bo odhaczałem punkt w ramach rywalizacji. Natomiast, skoro już byłem w nowych rewirach to stwierdziłem, że odhaczę kilka kwadracików i... się wjebałem w takie gówno, że przez dobry kilometr szedłem drogą wytyczoną przez dziki (ale na komoocie twardo było), żeby dojść do testu ostatecznego - od cywilizacji dzieliło mnie 100m, widziałem już plac po którym jeździł sprzęt budowlany... tylko te 100m było obrośnięte pokrzywami... przeszedłem to...
natomiast wczoraj pierwszy trening jakościowy, wyszedł spontanicznie, bo dobrze się biegło pierwsze 2km ^^
#teamswiniarnia
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
jestem w szoku, że cokolwiek poleciało w dół, bo miałem tak intensywny tydzień w robocie, że przestałem pilnować kalorii i zaniedbałem treningi... po prostu brakowało na to sił... ale jak widać wyuczone nawyki procentują ^^
teraz wyjazd na 5 dni to zobaczymy czy ilość spalonych kalorii będzie większa niż ilość wchłoniętych ^^
W ramach przygotowania do "Odyseji" Nolana odświeżyłem sobie "Troję" Petersena. Ostatni raz widziałem ją w kinie na premierę i odnoszę wrażenie, że niesprawiedliwie ją wtedy oceniłem. Może to kwestia tego, że na tle innych historycznych blockbusterów niczym się nie wyróżniała,a taki Braveheart i Gladiator na całe życie mnie ukształtowały. Dziś daję oczko więcej niż miałem dotychczas na filmwebie.
Fabuła jest znana - Helena uciekła z Parysem, jej mąż się zirytował poszedł po pomoc do brata, a że temu Troja była solą w oku, bo ograniczała jego wpływy to rozpoczął największą wojnę ówczesnego świata i wezwał największych wojowników greckich, w tym niepokornego Achillesa. Film odbiega od książki i stara się być kinem historycznym, nie mitologicznym, także nie mamy tutaj realnego wpływu bogów na przebieg historii.
Aktorsko film jest bardzo dobry - Pitt, Bana, Bloom, Cox, Gleeson czy Bean naprawdę dają z siebie wiele i ogląda się ich z przyjemnością. Do tego dochodzą bardzo ładne zdjęcia i przyzwoity montaż (aczkolwiek "bullet time" w walkach irytuje). Warto dodać, że nie ma tutaj krystalicznych postaci i każdy, nawet Hektor, są w odcieniach szarości. Chyba jedyną jednoznaczną postacią jest Agamemnon.
Film nie zestarzał się źle, a nawet rzekłbym, że w przypływie kina superhero ostatnich lat, które zdominowało blockbustery to ogląda się go całkiem dobrze, także polecam.
Nie planowałem już biegać w lipcu, ale Różowa zapytała czy pójdę z nią pobiegać i może dam parę wskazówek. Poszedłem, dałem parę wskazówek. Część wspólną robiliśmy razem, kółka wokół stawu samodzielnie, więc nawet coś jakościowego weszło. Czułem się jak w formule 1, bo co lap to mniejszy czas ^^ szkoda tylko, że tak głupio przepalone kilogramy przed #swiniobicie
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Tytuł: Titan Quest Anniversary Edition Developer: Iron Lore Entertainment Wydawca: THQ Rok wydania: 2016 Gatunek: hack and slash Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: 63,8H Ocena: 6/10
Po latach zamknąłem (w sumie to tak naprawdę to nie, ale o tym pod koniec recenzji) projekt, który rozpocząłem będąc jeszcze w gimnazjum. Titan Quest był dołączony wtedy do któregoś z numerów CD Action, a ja szukając zastępstwa dla Diablo wpadłem na Półwysep Peloponeski pełen nadziei, że to będzie to. Wtedy doszedłem do połowy Egiptu i zrezygnowałem, po latach zastanawiałem się dlaczego. I teraz już wiem. Ale po kolei.
Pisałem o tym przy recenzji Hadesa, ale przypomnę - ja bardzo lubię mitologię grecką i to od najmłodszych lat (ten Herkules na Polsacie zrobił swoje). Także teoretycznie Titan Quest był skrojony pode mnie. Szkoda tylko, że rozgrywka nie dorównuje tłu fabulernemu.
A trzeba przyznać, że jak na hack'n'slasha (a przynajmniej takiego, w jakie ja grałem) to tutaj jest nietypowa konstrukcja fabularna, bo nie mamy jednego centralnego huba na akt, gdzie mamy stałych kupców i npców. Tutaj cały czas przemy do przodu, najpierw przez starożytną Grecję, później trafiamy statkiem do Egiptu, a następnie lądujemy portalem w Babilonie, gdzie zaczynamy naszą podróż Jedwabnym Szlakiem by dotrzeć aż do Chin goniąc za kultem Tytanów, by skończyć podróż na Olimpie (mówimy tutaj tylko o podstawce). Ma to swoje zalety - gra jest nieszablonowa, a każda lokacja jest projektowana ręcznie, dzięki czemu są ciekawsze niż takie z generatora. Jednakże ma to też swoje wady - nie w każdej lokacji mamy dostęp do skrytki czy innych potrzebnych usług.
No ale nie dla fabuły gra się w hack'n'slashe i tutaj jedna z największych wad TQ - po jakimś czasie zabijanie potworków staje się nudne. Fajnie, że są potwory mitologiczne dopasowane do regionów i dotyczy to również bossów, których znam z kart Parandowskiego. Jednakże dość szybko się wypaliłem przy zabijaniu kolejnych niemilców. Może to dlatego, że grałem łucznikiem (bo tym dwumetrowym płaskownikiem to se możesz co najwyżej kurde ten), ale z drugiej strony Diablo 2 zawsze Amazonką, w PoE też szedłem pod łuczniczkę i był z tego fajny feeling. Tutaj tego zabrakło.
Podobnie jak zabrakło też ciekawych dropów. Sam system itemizacji jest wyjątkowy - przeciwnicy upuszczają całe uzbrojenie w jakim są, także jeżeli wróg walczy mieczem to upuści miecz, jak jest odziany w zbroję to ta też z niego spadnie, kwestia tylko jakiej to będzie jakości. I nie ma tutaj klasycznego podziału na przedmioty magiczne-niebieskie, rzadkie-żółte, legendarne-pomarańczowe. Tutaj żółte to proste magiczne, zielone są mocniejsze, jasnozielone mają unikalne affixy, błękitne to uniqi, ale też i sety. Nie wiem czy potrafię po tylu godzinach dokładnie skategoryzować rodzaje przedmiotów. A co najgorsze to jakoś wiele fajnych mi przez całą grę nie wypadło. Zbroje zmieniałem chyba z 7 razy tylko, łuki przez całą grę miałem 4, 1 pierścień przeszedł ze mną grę od 2 aktu do końca. Bo po prostu nic fajniejszego nie dropiło. Więc w sumie tylko fabuła napędzała do parcia do przodu.
Są też esencje potworów oraz bogów, z których możemy tworzyć talizmany i amulety. Problem polega na tym, że kolekcjonujemy je w obrębie danej nazwy i jak zbierzemy całość to odblokujemy bonus, ale dalej tego nie upgradujemy. Także brakuje tutaj progresu jaki oferowała kostka horradrimów i zmiana stanu kamieni szlachetnych czy run na wyższe. Możemy też mieć farta i dropnie nam przepis na artefakt, który wykorzystuje daną esencje, ale tutaj też jest bez szału.
Nim przejdę do największej moim zdaniem wady, to jeszcze zahaczę o kwestie audiowizualne oraz stan techniczny. Jeżeli chodzi o dźwięki to są. Kropka. Nic wybitnego. Muzyka tak nijaka, że puszczałem sobie spotify w tle. Może z 3 utwory lepsze, ale tak to przeciętność. Wizualnie jest ok. Troszeczkę miejscami przeszkadzał mi układ mapy i góry/drzewa/naturalne ograniczniki zasłaniały mi wrogów. Do przeżycia, ale uważam, że nie powinno tak być. No i jak na grę z oryginalnie 2006 roku (wersja Anniversary, w którą grałem to 2016) to była źle zoptymalizowana. Nie mam wybitnego sprzętu, ale Wiedźmina 3 ciągnął na najwyższych, Cyberpunka odpalił na wysokich, a tutaj TQ potrafił chrupać i łapać "lagi" przy czym to grałem w singla bez łączenia z internetem. No i jeszcze kwestia polonizacji. W komentarzu dorzucę co się zaczęło pojawiać od 4 aktu ^^
No i przejdę do czegoś co mnie nie uderzyło teraz, ale mogło w przeszłości - sposób wydawania tej gry. W 2006 dostaliśmy podstawkę - 4 akty, historia kończy się na Olimpie. W 2007 dostaliśmy dodatek Immortal Thrones, gdzie dostajemy 5ty akt i udajemy się aż do Hadesu. I to byłoby w porządku, ale to nie jest koniec historii. Bo okazuje się, że w 2017 roku dostajemy Ragnarok, który kontynuuje historię bohatera, a w 2019 Atlantis, która jest już z kolei historia poboczną i to powiedzmy, że jest ok. Wszystkie te dodatki możemy zrobić na najniższym poziomie trudności, więc to jeszcze jest w miarę ok. Największym problemem jest dla mnie Eternal Embers z 2021, które wymaga by grę przejść na poziomie legendarnym (czyli 3 razy) by dopiero się odblokować. Teoretycznie możemy stworzyć postać zupełnie od zera na 70 poziomie by poznać historię, ale biorąc pod uwagę, że to jest gra oparta na historii, a nie end game'ie to to mi się strasznie nie podoba. Osobiście tego nie przeszedłem i zastanawiam się czy to robić. Na chwilę obecną jestem wypalony, więc odpuszczam.
Pewnie nikt nie dotarł do końca, bo nawet mi się nie chce tego czytać by zrobić korektę, ale lubię sobie od czasu do czasu popisać ^^
@Loginus07 Ciekawe bo ja miałem podobnie, grałem w to zaraz jak wyszło, ale komp się ostro dławił więc stwierdziłem że nie ma sensu, no i kilka lat ograłem w końcu wersję Anniversary, ale chyba nie z wszystkimi dodatkami. Pamiętam że jak cała gra była w miarę easy tak ostatni boss był przegięty w opór i musiałem aż wrócić i się podexpić. No ale też bym dał 6/10 - wiało że tak powiem sandałem od tej gry
@hellgihad jeżeli mówisz, że ostatni boss był ciężki, to chyba skończyłeś na Immortal Throne - Hades denerwował bardziej niż w Hadesie i podejmowałem chyba z 10 prób nim się udało xD
@Loginus07 Jeżeli chodzi o mistrzostwo łucznika warto dorzucić mistrzostwo snów tworząc haruspika. Ma dość wygodne pasywne Buffy.
A co do itemek to warto na steamie pobrać loot+ gęściej sypie lepszymi itemkami, wydaje mi się że tak powinno być od początku.
W pierwszej lokacji zaraz za teleportem znajduje się świątynia w której wybiera się debuffy od ilości ich zależy ilość zdobywanej takiej trochę innej waluty, tą po zbiorze około 100k możemy wymienić na kule z przedmiotami takie jak wypadają z bossów ale przypisane do każdego kraju Grecja, Hades, Egipt itd.
Jakiś czas temu pisałem, że rezygnuje z grupy treningowej, bo nie jestem zadowolony z pracy trenera i tak trochę się motałem sam ze sobą co robić dalej.
No i rozwiązanie znalazłem w #ai - od maja wykorzystywałem je, by zrzucić kilka kilo. Poszło zdecydowanie lepiej niż zakładałem (9kg w 2,5 miesiąca bez głodówek), także zapytałem czy ogarnie jak dorzucimy bieganie. No i muszę powiedzieć, że działa to naprawdę fajnie, bo w przeciwieństwie do treningów grupowych, ten jest spersonalizowany i jak pada to przesuwamy trening, ale za to go zwiększamy, jak w robocie miałem gorszy dzień i czuję zmęczenie to go skracamy, jak mam gorsze odczyty zdrowotne to odpuszczamy całkowicie. W skrócie - jest reaktywny, a nie rozpiska przygotowana lata temu i jazda. Jedyne czego brak to infrastruktury, a że mieszkam w krajobrazie polodowcowym to podbiegi to moja codzienność ale przynajmniej jak potem idę na płaskie to tempo jest żywsze tym samym kosztem
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Loginus07 Z którego AI korzystasz? Ja do biegania używałem na początku ChatGPT i wrzucałem mu swój każdy bieg (wykresy z Garmina) i na tej podstawie on dobierał mi następny trening i miał jakąś moją historię treningową. Po pewnym czasie ok. 8 miesięcy) zauważyłem, że już nie jest tak dobry jak na początku i olewa temat no i ma limit wrzucania obrazków (u mnie chyba spadł do jednego na dobę) Przerzuciłem się na Gemini i jestem z niego zadowolony - treningi dobiera pod moje aktywności (rower + bieganie) ale mam jakiś niedosyt jego analizy i planowania. Nie mniej jednak uważam, że AI do tej roboty jest świetne. Tak jak pisałeś - brak pogody, chęci albo czegokolwiek - szybka modyfikacja treningu. Próbowałem trenować z Garmin Coach ale w ogóle mi to nie siadło.
ja wiem, że facebook to ogólnie ściek, niestety trzymam go ze względu na znajomych na messengerze oraz skrót informacji sportowych, jakie tam mam.
Natomiast zauważyłem ostatnio bardzo dużą ofensywę w j*baniu tójmiejskcih samorządów i zastanawiam się czy to jest ogólnopolska akcja czy tylko u nas chcą skruszyć pomarańczowy elektorat?
Widzę mnóstwo treści takich profili jak "Gdańska Strefa Prestiżu", "Janusz Ch.", "Gdyński syf powszedni", "wbijamszpile.pl" czy "Sebix o Gdańsku", które wszystko, absolutnie wszystko krytykują. Teraz dorwali się do rejestru umów i każda pojedyncza jest wertowana i wrzucana na peje, nawet jak nie ma sensu się czepiać to i tak oni muszą, bo się uduszą. Dodatkowo w komentarzu wzajemnie liżą się po jajach, bo czemu by nie nabijać sobie wyświetleń?
Już dawno przestałem wierzyć w to, że to nie jest sponsorowany bełkot jednej ze stron politycznych, natomiast zastanawia mnie czy obserwujecie coś takiego u siebie dotyczące swoich okolic?
@Loginus07 czy czegoś jest mniej lub więcej na FB to się nie dowiesz ponieważ to FB reguluje czego widzisz mniej albo więcej. Algorytmy weryfikują ile czasu, kliknięć poświęcasz na daną treść i do tego dostosowuje co widzisz. Nie do końca ma znaczenie co czy kogo obserwujesz. Więc tak zostałeś sklasyfikowany i nie ma ratunku :) będziesz widział tego tym więcej ile czasu na to poświęcisz.
Powodzenia :)
@Astro to w sumie też ważne spostrzeżenie - nafeedowałem algorytm wchodząc w sekcje komentarzy i teraz mój fb wygląda niczym pokój w szambie, którego jednak nikt nie posprzątał...
@Loginus07 niestety, ale to chyba jakaś zorganizowana akcja manipulacji na ludziach, którzy mają jeden zwój w głowie więcej od krowy. Od dobrych 5 lat nie oglądam i nie czytam żadnych wiadomości, bo wszystkie stacje TV i strony internetowe, jadą z propagandą jak w Korei Północnej, albo u ruskich
Wczoraj był najlepszy #mecz jaki widziałem na tych Mistrzostwach. I nim pomyślicie, że bredzę to poczytajcie do końca.
Otóż wczorajszy finał to był JEDYNY mecz, jaki obejrzałem podczas tych mistrzostw. Wcześniej przez znaczną część swojego życia oglądałem wszystko regularnie, a jak na dużych turniejach były mecze rozgrywane równolegle, to nie sprawdzałem wyniku, tylko łapałem potem powtórkę czy to w TV czy necie. Tak kochałem #pilkanozna.
A potem zaczęła się era monetyzowania wszystkiego, coraz więcej pucharów, lig, turniejów. A na nich coraz więcej drużyn, a z nimi coraz więcej zasad - ten nie może z tym, bo konflikt, a ten nie może być w grupie z tym, bo byli w innych koszykach, ale coś tam, coś tam. No i jakieś przerwy na nawodnienie, 30' przerwa między połowami, bo koncert (tak, wiem, to tylko w finale, ale zapamiętajcie moje słowa - będzie tego coraz więcej), a wszystko po to by wpychać bloki reklamowe i wyciągnąć więcej hajsu od sponsorów.
Z prostego sportu zrobiły się szachy 5d, gdzie coraz więcej się płaci i piłkarzom i za piłkarzy, a poziom mam wrażenie, że spadł. Rzadko oglądam, więc mnie poprawcie, ale jak już to robię to brakuje tutaj indywidualności, wszyscy grają dla drużyny, bo za dużo można stracić. Musisz wygrać za wszelką cenę, nawet dobrego widowiska. I wiem, że mecz o 3cie miejsce absolutnie temu zaprzecza, ale to wyjątek.
Dla dolarów i euro zabili mi pasję, a łysy, niczym Argentyna wczoraj - sprawdza na ile może sobie pozwolić w swojej bezczelności nim dostanie żółtą kartkę. Tu 48 drużyn na mistrzostwach, tu nagroda pokojowa FIFA, tu anulowanie czerwonej dla hamburgera. Powiem wam, że w sumie bardziej mnie bulwersuje to niż mistrzostwa w Katarze...
UEFA jest nie lepsza, żeby nie było, ale od znajomych słyszę, że rewolucja w Lidze Mistrzów się udała i ta jest ciekawsza obecnie.
Bardzo mi przykro, że ten prosty sport, który miał być dla biedaków, stał się tym czym jest obecnie.
@Loginus07 A ja nie obejrzałem żadnego ¯\_(ツ)_/¯
Kilka razy włączyłem jakieś fragmenty żeby sprawdzić wynik, wczoraj nawet drugą połowę chciałem obejrzeć, ale były jakieś wygibasy w przerwie to sobie darowałem i z tego co przez ten cały czas słyszłem rozmowy - czy to w pracy, czy na grupach znajomych to za bardzo nie mam czego żałować. xD
@Loginus07 Pamiętam jak w '98 cały miesiąc przesiedziałem przed telewizorem podczas pierwszych świadomych mistrzostw, chłonąłem wszystko. Potem Del Piero i Juventus - jedyna drużyna, której tak na prawdę kibicowałem 'barw się nie zmienia', a drużyny nie porzuca. Jak to mówił ADP "Dżentelmen nie opuszcza swojej damy."
Niestety - żaden z dżentelmenów, którymi się fascynowałem i znałem - już z nami nie ma, to dama pożegnała się z nimi..
Ostatecznym ciosem było dla mnie przyjście Ronaldo, który nijak nie pasował do mojej (i dawnej) wizji klubu - hejtowali mnie, że jak mogę nie być zadowolony z jego przyjścia, skoto to TOP - szkoda, że grający w inną piłkę niż znałem ją z Juve..
To był początek końca mojego zainteresowania piłką, a jak odeszli Bonucci i Chiellini to już całkiem przestałem śledzić ¯\_(ツ)_/¯
@Loginus07 LM jest lepsza czy ciekawsza? Może jestem boomer ale obecny format to jest kupa gęsta. Więcej meczów by zarabiać więcej, a granie z losowymi przeciwnikami i to bez rewanżów jest paradne w kontekście przyrównania wszystkich w jednej tabeli.
@Loginus07 I jeszcze ta walizka LV z której wyjmowali puchar. Albo nagrody zawodników sponsorowane przez konkretne firmy. Przecież to jest jakiś śmiech na sali.
DPD i coś ekstra - przyszedłem z nożem na strzelaninę, czyli zapisałem się na wyścig szosowy Road Race Elbląg i przyjechałem na niego na gravelu (w sumie to szosie endurance, ale oponę mam 36 z bieżnikiem terenowym). Jaki był tego efekt? znaczna część uczestników uciekła mi na pierwszym kilometrze ^^ ale nie byłem ostatni! po drodze dogonił mnie peleton kobiet (startowały 2' później od mężczyzn) i nawet przez chwilę udało mi się ich trzymać, ale podjazd mnie zweryfikował. Ogólnie profil ciekawy, bo pierwsza 1/3 to ciągły wznios, potem intensywny spadek, a na koniec płaskie Żuławy)
No i z takich niefajnych rzeczy, to przez 25km miałem pasażera na gapę - jechał za mną, ale nie chciał dać zmiany. Dopiero jak zwolniłem, żeby zjeść żela, to mnie wyprzedził i złapał innego frajera, któremu też nie dawał zmiany (widziałem ich przez resztę wyścigu, ale nie miałem siły dogonić) i widzę, że ostatecznie go wyprzedził. Śmieszne zachowanie, biorąc pod uwagę, że nie liczyliśmy się w walce o żadne miejsce... no ale co ja tam wiem - ja startuje by dobrze się bawić, a nie wygrywać.
Z rzeczy ważnych to dzisiaj padły wszystkie rekordy - 5 mil (-58s), 10km (-1'04") , 10 mil (-1'27"), 20km (-1'30"), 30km (-4'19") i 40km (-4'55").
Fajno!
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Śmieszne zachowanie, biorąc pod uwagę, że nie liczyliśmy się w walce o żadne miejsce... no ale co ja tam wiem - ja startuje by dobrze się bawić, a nie wygrywać.
No i takie podejście jest zdrowe, ale takie zjeby mogą skutecznie popsuć humor.
Są skuteczne metody na takich, gdy nawierzchnia nie jest idealna, ale trzeba pozbyć się wyrzutów sumienia
Nie dodało się za pierwszym razem, więc jeszcze raz...
Pracodomy oraz wczorajszy check czy wszystko ok po Wisełce. Ogólnie to hejtowałem organizatorów, a sam jak zaplanowałem sobie trase po #squadrats to zrobiłem gorsze ujeby, niż na imprezie ^^ ale tylko 5km, a nie 250km ^^ za to yard powiększony
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Dwa bardzo luźniutkie biegi w lipcu - jeden z Różową, żeby utrzymać jej nową zajawkę i dzisiaj sprawdzanie czy taśma pod udem rwie tylko przy rozciąganiu czy przy bieganiu też. Tylko przy rozciąganiu na szczęście ^^
#sztafeta #bieganie
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@Loginus07 U mnie chyba wszyscy wpadają na ten pomysł i takich kolejek jak przed 8 rano nie ma nigdy. Na mięsnym kolejka minimum 10 emerytów kupujacych mięso dla chyba ośmioosobowej rodziny i czterech psów, biorą po pięć kilo porcji rosołowych, dwa kilo schabu i tak dalej, babki w sklepie tylko kolejne skrzynki wynoszą z chłodni XD
@Ragnarokk no ja dzisiaj delikatnie spóźniony, bo pod koniec już zaczynało się robić gęsto - pies zdecydowanie za bardzo dzisiaj marudził na spacerze ^^
Ja chyba nie jestem reportażowy. Sam temat Czarnobyla pasjonuje mnie od lat, o książce słyszałem same peany, a jak zasiadłem do niej to... nużyła mnie. Autorka rozmawia z całym przekrojem społeczeństwa dotkniętego awarią elektrowni atomowej w Czarnobylu - od likwidatorów (a tutaj też mamy pełen przekrój społeczeństwa od prostych chłopów po inżynierów), ich żony, działaczy społecznych, a na samosiołach kończąc. Dostajemy na stronach ich historie, ich emocje i doświadczenia. Czasem lepszym językiem, czasem bardziej chaotyczne. To mi chyba najbardziej przeszkadzało - że po poważnych dysputach z naukowcem przechodzimy do marudzenia chłopa. Ja wiem, że to najlepiej obrazuje skale zjawiska. Ale chyba bym wolał to posegregowane jakoś.
Najbardziej fascynujące jest dla mnie to, że ta książka nie wniosła zbyt wiele nowego dla mnie jeżeli chodzi o Czarnobyl, natomiast "kontakt" z tymi ludźmi trochę mi uświadomił czemu w rosji jest jak jest obecnie. Pada tam nawet zdanie, od któregoś z rozmówców, że większość rosjanie nie mieli czasu dojrzeć do kultury - na zachodzie była epoka przemysłowa i zmiany zachodziły ewolucyjnie, a na wschodzie rewolucyjnie i jak chłop, który dostał pług nagle od władzy dostał traktor to dla tej władzy zrobiłby wszystko. To chyba było dla mnie najciekawsze w tej książce - próba zrozumienia wschodniej mentalności.
@Loginus07 to trochę jest clue twórczości Aleksijewicz: tematy, wokół których kręci się książka, są poniekąd drugoplanowe. Najważniejsi są ludzie i oddanie im głosu, by tym samym lepiej zrozumieć homo sovieticusa (przez pryzmat określonych wydarzeń, jak Czarnobyl, II Wojna Światowa czy wojna w Afganistanie)
@bojowonastawionaowca możliwe - to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i tak jak pisałem - bardziej po przeczytaniu tej książki rozumiem obecną wojnę i czemu trwa
@Loginus07 to od razu mówię - z Cynkowych chłopców tak samo nie dowiesz się wiele o dużym obrazku wojny w Afganistanie, zaś z Ostatnich świadków czy Wojna nie ma w sobie nic z kobiety nie będzie za wiele o dużym obrazku IIWŚ i walk z hitlerowskimi Niemcami. Siłą rzeczy ludzie bezpośrednio zaangażowani w te wydarzenia, którzy zostali w jakiś stopniu nimi dotknięci, kompletnie nie będą obiektywni czy rzeczowi w dużym obrazku, będą widzieć wyłącznie swój mały wycinek. Ale już te małe wycinki będą naprawdę mówiły o kondycji ludzkiej przed, w trakcie, a już szczególnie po danych wydarzeniach. Zresztą to pokazuje też argumentacja wręczenia nagrody Nobla - za ukazanie polifonicznego głosu zwykłych ludzi. Konkretów i mięsa trzeba szukać w innych reportażach
Największym aktem odwagi jest przyznanie się do swojej słabości - Loginus07 po Wisełce
tl;dr - wystartowałem i się wycofałem
A więc stało się - wziąłem udział w swoim wyścigu ultra i go nie ukończyłem. Chociaż jak teraz siedzę w domu i patrzę za okno to pluje sobie w brodę, ale po kolei.
W zeszłym roku urodził się w mojej głowie pomysł "a jakby to było pojechać na długą trasę z punktu A do B, ale bez Różowej, ciekawe jakby mi poszło", a że w pracy ekipa potrzebowała 5tego by było finansowanie Wisełki500 to się zgłosiłem. Pomimo, iż nie był to najmocniejszy start roku jeżeli chodzi o rower to czułem się pewnie. Tak pewnie, że przez długi czas w mojej głowie istniał pomysł by zrobić to na strzała. Zwłaszcza, jak czytałem wypowiedzi innych wariatów z rowerowego tagu tutaj (pozdrawiam @Furto, @fonfi, @Mordi, @Gilgamesh i inni, o których pewnie zapomniałem). Natomiast im bliżej startu tym bardziej ten pomysł zaczął mnie przerażać, więc go porzuciłem i zmieniłem taktykę: pojadę na 2 razy - z Warszawy do Torunia i z Torunia do Gdańska. Na papierze ten pomysł się spinał, 245km powinno być w moim zasięgu, przy odpowiednim tempie będę przed północą, to nawet dłuższy sen się znajdzie. I taki był plan aż do końcówki pierwszego dnia.
Zweryfikowały mnie trzy rzeczy: pogoda, trasa oraz brak doświadczenia. Zacznijmy od pogody - od soboty mocno wieje, może nie są to jakieś ogromne porywy, ale stały i mocny (30-40km/h) wiatr zachodni stanowił ogromny problem, bo pierwsze ~150km było właśnie na zachód. I nie będę ukrywał - po ostatnich miesiącach wiem ile noga podaje przy jakim natężeniu pracy i tutaj były to niższe wartości. Zresztą widziałem to też ilekroć kładłem się na baranku, że prędkość wzrasta nawet o 3km/h przy tej samej pracy, ale nie mogłem długo być w tej pozycji z innego powodu.
Trasa. W zeszłym roku przechodziłem dość mocno zapalenie ucha - od tego czasu nie wrócił mi w 100% zmysł równowagi, bez rąk na rowerze już nie pojadę. Dlatego jak są nierówności to muszę mieć stabilizacje. A trasa nie była asfaltowa, a fragmenty nieutwardzone często zawierały sypki piasek. Na 35' trzeba uważać. Zresztą zaliczyłem 3 wyjebki xD No i ja swoje założenia, co do dojazdu do Torunia robiłem, że części nieutwardzone to będą szutry lub drogi polne, nie nastawiałem sie na taką ilość piachu, ale też i bagien. No i były wąwozy, gdzie z mojej perspektywy zjazd równałby się skręceniem karku, bo 5m pionowo w dół, a potem 5m pionowo w górę ^^ i tutaj pojawia się trzeci przeciwnik
Brak doświadczenia - to nie były moje pierwsze długie trasy. Jeździłem nieraz, ale zawsze turystycznie i z Różową. Z perspektywy czasu już wiem, że to, że ja na tamtych trasach się czułem pewnie było związane z tym, że jechałem wolniej i turystycznie zahaczając częściej o sklepy. Tutaj trasa poprowadzona z góry, każde odbicie trzeba było nadrabiać i wracać w tym samym miejscu, nie było pola do negocjacji. Pierwsza żabka do której dojechałem była już ogołocona przez szybszych zawodników. Trzeba było improwizować z jedzeniem i piciem. A że była niedziela to albo żabka albo stacja paliw. Moja strategia uzupełniania energii (którą opracował mi czat) działała do 16, potem już zabrakło mi moich zapasów, a uzupełnianie nowych było trudniejsze niż mi się wydawało.
No i tak sobie jechałem, w Dobrzyniu byłem o 19 i stwierdziłem, że jadę do Torunia choćby w nocy, to wszak tylko 80km. Nawet sobie kwatere na bookingu znalazłem i zarezerwowałem. No ale kolejne 20km mnie wyjaśniło - fragment po sypkiej nawierzchni, awaryjna wypinka jak zaklinowało się koło i bardzo awaryjny zejscie poskutkowały delikatnym uszkodzeniem kolana i zmianą planów - niczym Popiełuszko skończyłem we Włocławku, skąd miałem nastepnego dnia atakować 315km.
I tutaj mogę powiedzieć, że całe moje szczęście, że skończyłem w tym Włocławku, bo trasa między Włocławkiem a Toruniem zawierała 30km najbardziej wymagającego odcinka na trasie, którą pokonałem - był tutaj fragment zapomnianej leśnej drogi, gdzie jedynymi jej użytkownikami byli rowerzyści przede mną, były też piaski diuny, dużo pchania. W nocy bym sie tam zapłakał chyba. Ale jak już dojechałem do Torunia to cały czas byłem w wyścigu - specjalnie nadłożyłem trasy by w sklepie kupić kabel do ładowania zegarka, bo zapomniałem zabrać. Potem krótka przejażdżka bulwarami i poszukiwania żabki by uzupełnić energie i wtedy stało się to, czemu dzisiaj jestem tutaj, a nie na trasie. 2 profile pogodowe, które obserwuje na facebooku na swoich kanałach nadawczych napisały, ze wtorek z bardzo inensywną pogodą - dużo opadów i bardzo mocne wiatry, zwłaszcza na północy. Wtedy już praktycznie zapadła u mnie decyzja, że dojechać do Bydgoszczy i tam wsiąść w pociąg. To miała być przyjemność, a nie walka o przeżycie. Decyzje te przypieczętowała awaria, jaką miałem na wale. Nie mogłem żadnego bloku wypiąć z pedałów. Ani lewy, ani prawy nie drgnął. Żeby było weselej to mój mózg debila uznał, że zamaist zdejmować buty podczas jazdy lepiej będzie się kontrolowanie wywrócić xD przy wywrotce lewy się wypiął, prawy został i musiałem buta odkręcać. Blok został w pedale i straciłem komfort jazdy, bo prawa stopa zaczęła się ślizgać.
Także w Strzyżawie, po 280km zjechałem z trasy i pojechałem na dworzec w Bydgoszczy (15km) skąd pociągiem do Gdańska, gdzie pojechałem na mete zdać tracker i do domu (7km).
Najgorsze jest to, że jak wstałem rano to w Gdańsku całkiem slonecznie, a fizycznie czuje się dobrze (no trochę nadgarstki bolą, ale nogi poza tym, że czuje mięśnie to są super) i mam trochę ból d⁎⁎y, że się poddałem, natomiast musiałbym skończyć wyścig dzisiaj, więc pewnie z Grudziądza do Gdańska bym musiał pokonać dzisiaj, a pogoda ma się pogorszyć.
Czy polecam Wisełke? Nie - i nie chodzi tu o to, że się poddałem, ale trasa nie jest widokowa, na co liczyłem, a część ścieżek wygląda jak wytyczonych albo palcem przed kompem albo z nienawiści do uczestników (a tak naprawdę to zapychacze by było możliwie jak najbliżej 500km) - różne zjazdy z dróg w leśnie ostępy lub na piaskowe pułapki tylko po to by po kilku km wrócić do tej samej drogi albo długie odcinki prowadzone pod wałem, gdzie nic nie widać. W przyszłym roku będę chciał wziąć udział w czymś podobnym, ale może u innego organizatora, bo z tego co się dowiedziałem od innych uczestników to to jest norma, że mając do wyboru drogę lub piaski to wybiorą piaski.
I chociaż nie ukończyłem zawodów to i tak jestem z siebie dumny. Bo pamiętam, jak 6 lat temu zdychałem przez tydzień po przejechaniu 10km po mieście :P także chyba jakiś progres jest :P
+247 #squadrats
+2207 #squadratinhos
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Nie łam sobie głowy niepowodzeniem w kontekście przejechania pełnego dystansu. Rower ma przede wszystkim dawać fun, a nie cierpienie. Jakbym się wy⁎⁎⁎ał 3 razy, to również skończyłoby się to DNF.
Decyzje te przypieczętowała awaria, jaką miałem na wale. Nie mogłem żadnego bloku wypiąć z pedałów. Ani lewy, ani prawy nie drgnął. Żeby było weselej to mój mózg debila uznał, że zamaist zdejmować buty podczas jazdy lepiej będzie się kontrolowanie wywrócić xD
Koleś o którym wspominałem w relacji z PTJ, że złapał go kryzys nocny, też zaliczył glebę. Przysypiał, nie dał rady od razu się wypiąć z bloku, to stwierdził że się wy⁎⁎⁎ie i wypnie jak będzie leżał. Ponoć wypinanie obu butów leżąc zajęło mu z 15 minut. Takie są uroki ultra i tego co zostaje z rozumu, gdy 99% zasobów zabierają mięśnie oraz 24h na nogach. XD
@Furto to ja nie byłem zmęczony aż tak, bardziej bałem się tego, że jak będę podejmował zdejmował buty to będzie wybój i zwale się z wału, a tak to było wszystko pod kontrolą ^^ przynajmniej w teorii, bo gibnąłem się mocniej niż planowałem ^^
Gratuluję walczyłeś to zwyciężyłeś. A na ulepach to można przejechać 100 km a nie jakieś kosmiczne dystanse. Koledzy mają rację - rower na dawać przyjemność. Dlatego wszystkie propozycje kolegów żebym jechał Maraton Wisłą i inne zlewamy ciepłym moczem a dłuższe dystanse to tylko z dobrym, ewentualnie nie przeszkadzającym wiatrem...