Zdjęcie w tle

AbenoKyerto

Gruba ryba
  • 1181wpisów
  • 606komentarzy

Fan Cioci Kasi, mitologii i innych rzeczy, o których się fizjologom nie śniło.

Autor: Kurt Vonnegut

Tytuł: Pianola

Rok: 1952

Ocena: 5/10


Książka ukazuje świat, w którym maszyny przejęły większość prac zwykłych obywateli, a tylko nieliczne pracujące "elity" mają zapewnione cudowne życie w swoich własnych "enklawach". Reszta ludu gnieździ się w mniej renomowanych częściach miast i często nie potrafi się odnaleźć w rzeczywistości, w której pozostaje im tylko i wyłącznie bezcelowa wegetacja(dla najniższych warstw pozostaje służba w wojsku lub praca w specjalnych oddziałach porządkowych).


Przez większość książki śledzimy historię Paula Proteusa, członka "elit", a przy tym możemy poznać mechanizację i bezduszność świata przedstawionego. W tym świecie maszyny to świętość, której absolutnie nie należy "bezcześcić". Ludzie to w tej rzeczywistości nic więcej jak "takaru", niewolnicy.


To mogła być naprawdę ciekawa książka, jednak moim zdaniem w tym przypadku wyszedł najwyżej średni utwór ze strasznie nijakimi bohaterami. Brakowało mi zdecydowanie szczegółów na temat tego, w jaki sposób całe to społeczeństwo funkcjonowało, autor wolał praktycznie w całości skupić się na ludziach i ich odczuciach. Lubię to, że temat tej książki powrócił do nas dzisiaj, kiedy AI "grozi" zastąpieniem w pewnych obszarach zatrudnienia, myślę, że jeżeli byłby to lepszy utwór, to pewnie doczekałby się wznowienia(chyba). Jak na autorski debiut mimo wszystko chyba wyszło całkiem nieźle, ale zdecydowanie mogło być lepiej.


#necrobook #pseudorecenzja #kurtvonnegut #sciencefiction

568eb124-1635-4a13-ac9e-3b2b2d1c6755

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Autor: John Steinbeck

Tytuł: Na wschód od Edenu

Rok: 1952

Ocena: 7/10


"Na wschód od Edenu" to epicka powieść Johna Steinbecka, saga rodzinna Trasków i Hamiltonów, która splata losy dwóch rodzin w dolinie Salinas w Kalifornii, odzwierciedlając biblijną historię Kaina i Abla.


Dobra, to tyle, jeśli chodzi o opis fabuły, książka podobała mi się głównie dzięki historii Samuela Hamiltona i jego rodziny, to najlepiej poprowadzony wątek w książce, a Samuel to najlepsza postać. UWAGA SPOILER Żałuję, że postać ta w drugiej połowie znika z kart powieści.


Główny wątek braci za to zawodzi, oczywiście jest on napisany całkiem dobrze, jednak historii czegoś brakuje. Nie potrafiłem się w nią wczuć, być może dlatego, że autor stworzył słabych, papierowych bohaterów, którzy żyją tylko po to, by mógł on przekazać swoje rozważania okołobiblijne. Bezpłciowy Adam Trask, przerysowana psychopatka Cathy, a takze dwójka braci, którzy grają swoje role, ale cóż, nie są to role wybitne. Tyle dobrego, że jest jeszcze Li, "Chińcyk", który podbija tą część książki swoją osobą.


Całościowo jest to jednak nadal kawał naprawdę dobrego czytadła.


#necrobook #pseudorecenzja #johnsteinbeck #steinbeck

83e75ec5-a889-4354-b2f8-017d66fc742a

Zaloguj się aby komentować

https://forum.odkrywca.pl/topic/755504-proces-w-paderborn-1945/


Kurde, też chciałbym wiedzieć, co było dalej w tym temacie, czy wyroki wykonano czy też nie. Ale pewnie nigdy się nie dowiem. Pamiętam, że już kiedyś trafiłem na tą sprawę, a teraz przypomniałem sobie o niej dzięki staremu artykułowi z Przekroju. Niestety potem temat w prasie zarzucono, a szkoda. Ech, kolejna zagadka bez rozwiązania.


#necrobook #paderborn #pytaniabezodpowiedzi #dipisi

@AbenoKyerto Ciekawe, puściłem kwerendę w Claude i mimo szperania też nic nie znalazł w źródłach, czy to polskich, czy niemieckich i angielskich. Fajnie by było to odkopać.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Autor: Jan Bochenek

Opis: Pomnik Zofii Chrzanowskiej wybudowany w ubiegłym wieku w Trembowli, zniszczony w roku 1944. Zdjęcie wykonano pomiędzy 1925 i 1939.


"Według przekazów, w czasie wojny polsko-tureckiej w 1675 roku, wojska tureckie pod dowództwem Ibrahima Paszy, przez dziewięć dni oblegały trembowelski zamek. Załoga zamku była nieliczna – około 200 osób, wśród nich 80 dragonów pod dowództwem Jana Samuela Chrzanowskiego. Broniono się ostatkiem sił.


Nieprzyjaciel cztery razy zakładał pod zamek miny, ale gdy te wybuchały, więcej szkody zadawały oblegającym niż obrońcom. Jednak obrońcom powoli zaczęły puszczać nerwy i zaczęto myśleć o kapitulacji, aby zachować życie. Tę rozmowę podsłuchała żona Chrzanowskiego. Gdy radzono o kapitulacji, otworzyły się drzwi, a do komnaty weszły kobiety i dzieci. Na czoło wysunęła się pani Chrzanowska z dwoma nożami i powiedziała: „Nie może być żadnych rozmów z najeźdźcą. Będziemy walczyć razem i razem zginiemy lub obronimy zamek”. A potem zwróciła się do męża: „Mój mężu, jeżeli poddasz fortecę, to jeden nóż przebije twoje serce, a drugi moje, jeżeli w nich zgaśnie miłość do wolności i Ojczyzny”.


Takim argumentom komendant nie mógł nic przeciwstawić, kontynuowano obronę i do 5 października forteca trzymała się, aż podeszły z odsieczą główne siły Rzeczypospolitej z Janem III Sobieskim na czele. W nagrodę Samuel Chrzanowski otrzymał kolejny stopień wojskowy, a żołnierze po 100 dukatów. Decyzją Sejmu obrońca Trembowli otrzymał tytuł szlachecki i pięć tysięcy złotych.


Mieszkańcy Trembowli pamiętali o swej dzielnej obrończyni. Już w XVII wieku sporządzono pomnik, który ustawiono na pagórku poza zamkiem. Nie wiadomo jak wyglądał. W XX wieku Rada gminy postanowiła uczcić Zofię Chrzanowską nowym pomnikiem. Autorem był trembowelski rzeźbiarz Jan Bochenek. Pomnik przedstawiał kobietę o zdecydowanym, a jednocześnie błagalnym wyrazie twarzy, jedną ręką trzymającą nóż, a drugą – wskazującą na miasto. Pomnik był okrasą miasta, został jednak zniszczony w 1944 roku. W 1982 roku uporządkowano cokół pomnika i wmurowano niezniszczoną płytę. Na cokole ustawiono symboliczną wazę."


#necrobook #sztuka #rzezba #bochenek

89d62e42-9719-49ff-8666-183d7daf2315

Zaloguj się aby komentować

"Pocztylioni miłości"- tekst na podstawie artykułu Marii Kwaśnik opublikowanego pod tym samym tytułem


W średniowieczu na terenie Krakowa roznoszeniem korespondencji, głównie handlowej, trudnili się tzw. posłańcy cechowi. Po tych czasach pozostały dostępne do obejrzenia w muzeach obesłania cechowe: sygnety czy też skrzyneczki, w których umieszczano wiadomość dla odbiorcy. Urzędowe wieści rozgłaszano z kościelnej ambony, ewentualnie czynił to woźny magistratu-ratusza w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu. Przesyłki krajowe i zagraniczne najpierw przewozili kupcy, a od XVI wieku czyniła to poczta uruchomiona w tym czasie na polecenie króla.


Od roku 1863 na terenie Krakowa działalność rozpoczął Instytut Posługaczy(ostatecznie w 1886 roku zmieniono nazwę na Stowarzyszenie Posługaczy Publicznych). Instytut ten funkcjonował przez około 80 lat, mniej więcej do końca II wojny światowej.

Zakres oferowanych usług był bardzo szeroki:

-Tansport mebli

-Transport towarów z fabryk do sklepów i mieszkań

-Dostarczanie pism, pakunków i przesyłek pieniężnych

-Prace porządkowe w ogrodach

-Organizacja zabaw dla osób prywatnych jak i instytucji publicznych

-Opieka nad chorymi

-Nocna straż przy sklepach, fabrykach oraz magazynach.

Wynagrodzenie za daną pracę było znane z góry dzięki istniejącemu cennikowi usług.


Posługacze potwierdzali wykonanie usługi uzupełniając tzw. "Markę Posługacza", na której zapisywali rodzaj usługi i swój indywidualny numer. Podczas pracy korzystali z różnorodnych pomocy: wozów, wózków ręcznych, taczek, koszy do noszenia kwiatów, sanek do spuszczania i wyciągania kas ogniotrwałych, poduszek pod fortepiany, młotów czy też haków.


Posługacz musiał spełniać kilka warunków, "umieć język krajowy, rozumieć mowę niemiecką, mieć poświadczenie miejscowej policji, że jest moralny, trzeźwy i charakteru nieposzlakowanego, przy tym powierzchowność zgrabną i nieodrażającą, zachowanie się skromne i uprzejme. Musi być zdrów i do pracy zdolny. Wiek ogranicza się do 50 roku życia".


Strój posługacza składał się z niebieskiej bluzy z czerwonym kołnierzem, czerwonej czapki rogatywki z indywidualnym numerem oraz napisem "Stowarzyszenie Posługaczy", skórzanego pasa oraz kaletki na dokumenty.


W dobrych okresach zarobki posługaczy były podobno bardzo dobre. Ich liczba wynosiła maksymalnie 108 osób, co miało miejsce w latach 1892-1894. W końcowych latach istnienia czyli po roku 1930 w Stowarzyszeniu było przeciętnie około 20 osób. Członków Stowarzyszenia nazywano "posłańcami", byli też określani jako "ekspresi" lub "pocztylioni miłości", często bowiem za ich pośrednictwem zakochani przekazywali sobie dowody miłości.


O posłańcach pisał w swojej książce Stanisław Broniewski:

"Do nabycia zająca lub dzika należało zwrócić się do sklepu Hawełki, nie tylko dlatego, aby liczni znajomi przechodnie mogli skomentować zamożność nabywcy, ale i dlatego, że odniesienie do domu można było powierzyć posłańcom czyli ekspresom, którzy na Rynku i ulicy Szczepańskiej zawsze podpierali skarpy Krzysztoforów(członkowie Stowarzyszenia przebywali w dziesięciu punktach Krakowa, gdzie czekali na ewentualnych klientów). Łatwo ich było rozpoznać po czerwonych, płaskich rogatywkach z daszkiem i mosiężnym otokiem. Czerwony nos i takiejże barwy twarz zahartowane na wiatrach przeciągających tu od ulicy Sławkowskiej, sumiasty wąs i francjozefowskie bokobrody i poczciwe spojrzenie siwych oczu. Taksa(opłata) ekspresów nie była zbyt wygórowana, za świadczenia nie objęte taksą płaciło się według dyskretnej umowy. Bardziej krzepcy posłańcy nie tylko transportowali do domów dzika czy sarnę, zdarzało im się też targać fortepiany. Znali praktycznie całe miasto, a przy okazji także bardzo wiele sekretów swych licznych klientów."


#necrobook #historia #poczta #pocztylion

847efe24-42c9-42fd-8183-2dbb48d11410

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować