Zdjęcie w tle

AbenoKyerto

Gruba ryba
  • 1174wpisów
  • 603komentarzy

Fan Cioci Kasi, mitologii i innych rzeczy, o których się fizjologom nie śniło.

https://forum.odkrywca.pl/topic/755504-proces-w-paderborn-1945/


Kurde, też chciałbym wiedzieć, co było dalej w tym temacie, czy wyroki wykonano czy też nie. Ale pewnie nigdy się nie dowiem. Pamiętam, że już kiedyś trafiłem na tą sprawę, a teraz przypomniałem sobie o niej dzięki staremu artykułowi z Przekroju. Niestety potem temat w prasie zarzucono, a szkoda. Ech, kolejna zagadka bez rozwiązania.


#necrobook #paderborn #pytaniabezodpowiedzi #dipisi

@AbenoKyerto Ciekawe, puściłem kwerendę w Claude i mimo szperania też nic nie znalazł w źródłach, czy to polskich, czy niemieckich i angielskich. Fajnie by było to odkopać.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Autor: Jan Bochenek

Opis: Pomnik Zofii Chrzanowskiej wybudowany w ubiegłym wieku w Trembowli, zniszczony w roku 1944. Zdjęcie wykonano pomiędzy 1925 i 1939.


"Według przekazów, w czasie wojny polsko-tureckiej w 1675 roku, wojska tureckie pod dowództwem Ibrahima Paszy, przez dziewięć dni oblegały trembowelski zamek. Załoga zamku była nieliczna – około 200 osób, wśród nich 80 dragonów pod dowództwem Jana Samuela Chrzanowskiego. Broniono się ostatkiem sił.


Nieprzyjaciel cztery razy zakładał pod zamek miny, ale gdy te wybuchały, więcej szkody zadawały oblegającym niż obrońcom. Jednak obrońcom powoli zaczęły puszczać nerwy i zaczęto myśleć o kapitulacji, aby zachować życie. Tę rozmowę podsłuchała żona Chrzanowskiego. Gdy radzono o kapitulacji, otworzyły się drzwi, a do komnaty weszły kobiety i dzieci. Na czoło wysunęła się pani Chrzanowska z dwoma nożami i powiedziała: „Nie może być żadnych rozmów z najeźdźcą. Będziemy walczyć razem i razem zginiemy lub obronimy zamek”. A potem zwróciła się do męża: „Mój mężu, jeżeli poddasz fortecę, to jeden nóż przebije twoje serce, a drugi moje, jeżeli w nich zgaśnie miłość do wolności i Ojczyzny”.


Takim argumentom komendant nie mógł nic przeciwstawić, kontynuowano obronę i do 5 października forteca trzymała się, aż podeszły z odsieczą główne siły Rzeczypospolitej z Janem III Sobieskim na czele. W nagrodę Samuel Chrzanowski otrzymał kolejny stopień wojskowy, a żołnierze po 100 dukatów. Decyzją Sejmu obrońca Trembowli otrzymał tytuł szlachecki i pięć tysięcy złotych.


Mieszkańcy Trembowli pamiętali o swej dzielnej obrończyni. Już w XVII wieku sporządzono pomnik, który ustawiono na pagórku poza zamkiem. Nie wiadomo jak wyglądał. W XX wieku Rada gminy postanowiła uczcić Zofię Chrzanowską nowym pomnikiem. Autorem był trembowelski rzeźbiarz Jan Bochenek. Pomnik przedstawiał kobietę o zdecydowanym, a jednocześnie błagalnym wyrazie twarzy, jedną ręką trzymającą nóż, a drugą – wskazującą na miasto. Pomnik był okrasą miasta, został jednak zniszczony w 1944 roku. W 1982 roku uporządkowano cokół pomnika i wmurowano niezniszczoną płytę. Na cokole ustawiono symboliczną wazę."


#necrobook #sztuka #rzezba #bochenek

89d62e42-9719-49ff-8666-183d7daf2315

Zaloguj się aby komentować

"Pocztylioni miłości"- tekst na podstawie artykułu Marii Kwaśnik opublikowanego pod tym samym tytułem


W średniowieczu na terenie Krakowa roznoszeniem korespondencji, głównie handlowej, trudnili się tzw. posłańcy cechowi. Po tych czasach pozostały dostępne do obejrzenia w muzeach obesłania cechowe: sygnety czy też skrzyneczki, w których umieszczano wiadomość dla odbiorcy. Urzędowe wieści rozgłaszano z kościelnej ambony, ewentualnie czynił to woźny magistratu-ratusza w specjalnie do tego wyznaczonym miejscu. Przesyłki krajowe i zagraniczne najpierw przewozili kupcy, a od XVI wieku czyniła to poczta uruchomiona w tym czasie na polecenie króla.


Od roku 1863 na terenie Krakowa działalność rozpoczął Instytut Posługaczy(ostatecznie w 1886 roku zmieniono nazwę na Stowarzyszenie Posługaczy Publicznych). Instytut ten funkcjonował przez około 80 lat, mniej więcej do końca II wojny światowej.

Zakres oferowanych usług był bardzo szeroki:

-Tansport mebli

-Transport towarów z fabryk do sklepów i mieszkań

-Dostarczanie pism, pakunków i przesyłek pieniężnych

-Prace porządkowe w ogrodach

-Organizacja zabaw dla osób prywatnych jak i instytucji publicznych

-Opieka nad chorymi

-Nocna straż przy sklepach, fabrykach oraz magazynach.

Wynagrodzenie za daną pracę było znane z góry dzięki istniejącemu cennikowi usług.


Posługacze potwierdzali wykonanie usługi uzupełniając tzw. "Markę Posługacza", na której zapisywali rodzaj usługi i swój indywidualny numer. Podczas pracy korzystali z różnorodnych pomocy: wozów, wózków ręcznych, taczek, koszy do noszenia kwiatów, sanek do spuszczania i wyciągania kas ogniotrwałych, poduszek pod fortepiany, młotów czy też haków.


Posługacz musiał spełniać kilka warunków, "umieć język krajowy, rozumieć mowę niemiecką, mieć poświadczenie miejscowej policji, że jest moralny, trzeźwy i charakteru nieposzlakowanego, przy tym powierzchowność zgrabną i nieodrażającą, zachowanie się skromne i uprzejme. Musi być zdrów i do pracy zdolny. Wiek ogranicza się do 50 roku życia".


Strój posługacza składał się z niebieskiej bluzy z czerwonym kołnierzem, czerwonej czapki rogatywki z indywidualnym numerem oraz napisem "Stowarzyszenie Posługaczy", skórzanego pasa oraz kaletki na dokumenty.


W dobrych okresach zarobki posługaczy były podobno bardzo dobre. Ich liczba wynosiła maksymalnie 108 osób, co miało miejsce w latach 1892-1894. W końcowych latach istnienia czyli po roku 1930 w Stowarzyszeniu było przeciętnie około 20 osób. Członków Stowarzyszenia nazywano "posłańcami", byli też określani jako "ekspresi" lub "pocztylioni miłości", często bowiem za ich pośrednictwem zakochani przekazywali sobie dowody miłości.


O posłańcach pisał w swojej książce Stanisław Broniewski:

"Do nabycia zająca lub dzika należało zwrócić się do sklepu Hawełki, nie tylko dlatego, aby liczni znajomi przechodnie mogli skomentować zamożność nabywcy, ale i dlatego, że odniesienie do domu można było powierzyć posłańcom czyli ekspresom, którzy na Rynku i ulicy Szczepańskiej zawsze podpierali skarpy Krzysztoforów(członkowie Stowarzyszenia przebywali w dziesięciu punktach Krakowa, gdzie czekali na ewentualnych klientów). Łatwo ich było rozpoznać po czerwonych, płaskich rogatywkach z daszkiem i mosiężnym otokiem. Czerwony nos i takiejże barwy twarz zahartowane na wiatrach przeciągających tu od ulicy Sławkowskiej, sumiasty wąs i francjozefowskie bokobrody i poczciwe spojrzenie siwych oczu. Taksa(opłata) ekspresów nie była zbyt wygórowana, za świadczenia nie objęte taksą płaciło się według dyskretnej umowy. Bardziej krzepcy posłańcy nie tylko transportowali do domów dzika czy sarnę, zdarzało im się też targać fortepiany. Znali praktycznie całe miasto, a przy okazji także bardzo wiele sekretów swych licznych klientów."


#necrobook #historia #poczta #pocztylion

847efe24-42c9-42fd-8183-2dbb48d11410

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Pomniki zwierzęce, część 4:


- Przekazy dotyczące niemieckiego miasta Kahl am Main podają, że zostało ono założone przez uciekinierów, którzy wędrowali przez bardzo długi czas, byle dalej od wojennej zawieruchy. Kiedy ujrzeli kicające zajączki, uznali, że w pobliżu musi się znajdować las, a także rzeka, jest to więc perfekcyjne miejsce, by się osiedlić. Obecnie zając zdobi herb miasta, a rzeźba długouchego stoi na głównym placu. (Zdj.1)


- Rzeźba londyńskiego kota jest powiązana z opowieścią o Dicku Whittingtonie, który to jako młody chłopak przybywa do miasta, by zarobić trochę grosza. Dick rozpoczyna służbę u londyńskiego kupca, który kwateruje go na poddaszu. Jako że na poddaszu razem z nim pomieszkuje mnóstwo niechcianych gryzoni, chłopak postanawia kupić kota. Ten odwdzięcza się likwidacją wszystkich małych "współlokatorów". Po pewnym czasie kupiec, który szykuje się na kolejną wyprawę do zamorskich krain, pozwala swoim sługom na przekazanie kapitanowi statku rzeczy, które ci pragnęliby sprzedać. Dick nie posiadając nic innego postanawia zaoferować swojego kota. Statek dociera do królestwa zmagającego się z plagą gryzoni. Kot zostaje zakupiony w owym miejscu za niemałą sumkę. Uczciwy kapitan wszystko oddaje chłopcu, który dzięki temu staje się bardzo bogaty. Pieniądze przeznacza na swoją edukację, staje się szanowanym obywatelem, a nawet zostaje trzykrotnie wybrany na burmistrza miasta. Po śmierci Dicka na jego cześć zostaje wybudowany pomnik kota.(Zdj.2,3)


-Swoją statuę ma także delfin znany jako Pelorus Jack. Zwierzę żyło na przełomie XIX i XX wieku w wodach otaczających Nową Zelandię. Jack pojawiał się przed statkami wypływającymi z Wellington do Nelson przeprowadzając je przez bardzo niebezpieczną cieśninę w pobliżu wyspy D'Urville. Swoją pomoc Jack oferował przez 24 lata, od 1888 do 1912 roku, kiedy to zniknął. Niedługo potem postawiono mu pomnik.(Zdj.4)


#necrobook #delfiny #zwierzeta #kotki #rzezba

b535952f-a903-4843-a50f-8bc4d1cf8937
497c55fe-44d5-421b-ad92-f09506a7da83
8b17b03a-2459-47c0-a0ff-31271a6e92d6
a2f6ff92-02d7-4764-923d-4ab01051722a

Zaloguj się aby komentować

Pomniki zwierzęce, część 3:


-Historia ze Szkocji, okres to XIX wiek, mniej więcej środek stulecia. Opowieść dotyczy Johna Graya i jego pieseła o imieniu Bobby. Opowieść można łatwo znaleźć na kilku dużych portalach, ale wersja, którą pożyczam, troszkę różni się od tego, co można znaleźć w necie(i w sumie ta tutaj jest ciut mniej wiarygodna). W tej historii John Gray jest pasterzem, który będąc już w dość zaawansowanym wieku bierze na wychowanie szczeniaka. Gdy pies dorasta, zaczyna pracować przy stadzie, a także raz w tygodniu jedzie razem ze swoim panem na targ owczy w Edynburgu. Przed powrotem do domu zawsze odwiedzają miejscową gospodę prowadzoną przez niejakiego Traila. Po ośmiu latach John nie ma już sił do pracy na wsi, dlatego też przenosi się do Edynburga, psa zaś odsyła do dawnego domu. Bobby nie potrafi znieść rozłąki i pomimo dzielącej ich odległości odnajduje ukochanego pana. Staruszek ma w planach odwiezienie psa, jednak śmierć nie pozwala mu tego planu zrealizować. Zostaje pochowany na cmentarzu Greyfriars, a Bobby dzień i noc spędza przy jego grobie robiąc co jakiś czas wypady do jadłodajni, którą odwiedzał z Johnem wielokrotnie w przeszłości. Pewnego dnia zostaje znaleziony martwy przy grobie swojego pana, krótko potem powstaje pomnik upamiętniający wiernego psiaka.(Zdj.1)


-Hachiko, dobra, tutaj wrzucę tylko zdjęcie, ponieważ ta historia jest tak znana, że szkoda mi czasu, by ją opisywać.(Zdj.2)


- Pomnik ze zdjęcia numer 3 ukazuje Shepa, psa rasy Border Collie, który w roku 1936 pojawił się na stacji kolejowej w Fort Benton, gdzie do jednego z wagonów załadowano trumnę z ciałem jego pana. Pies przez kolejnych ponad pięć lat cierpliwie czekał na stacji na powrót właściciela. W międzyczasie ogłuchł, a finalnie w roku 1942 wyzionął ducha po bliskim kontakcie z pociągiem, którego nie mógł usłyszeć.


-Pomnik z 4 znajduje się w kraju orków, a konkretnie w dawnym Leningradzie(na dzisiejsze to Sankt Petersburg). Jeśli wierzyć netowi, jest znany jako "Pies Pawłowa" i to sam badacz miał zabiegać o wybudowanie owego pomnika. Na ścianach cokołu znajdują się płaskorzeźby ukazujące doświadczenia z zakresu fizjologii.


PS. Prawie bym zapomniał, oczywiście źródełko to artykuł "Pomniki zwierząt" Romana Karczmarczuka.


#necrobook #piesy #pomniki #rzezba

47cd3be1-febf-441d-af15-14de52ddc8e1
61b5936d-67ee-418d-b076-fe4bf04d39b3
08234d0b-cd0a-4446-bfb3-cd893c1be8e7
bddf0c6a-b847-4956-b488-d802d455c130

Zaloguj się aby komentować

Zwierzęce pomniki, część 2:


-Jesli mówimy o pomnikach piesków, nie sposób nie wspomnieć o tym należącym do Balto, pieska, który w roku 1925 uczestniczył w wyprawie do miejscowości Nome na Alasce. Startująca z miasta Nenany psia sztafeta, której przewodził właśnie Balto, otrzymała ważne zadanie dostarczenia surowicy do ogarniętej epidemią dyfterytu miejscowości Nome. Misję udało się wykonać w rekordowo krótkim czasie, dzięki czemu można było utrzymać przy życiu wielu chorych. W nagrodę piesu otrzymał swój własny pomnik, który stanął w jednym z parków Nowego Jorku.(Zdj.1)


- Pomnik(a nawet dwa) postawiono także pieskom pozostawionym na jednej z antarktycznych wysp. W wyniku awarii lodołamacza nie zdołano wymienić załogi miejscowej stacji badawczej ani też dostarczyć im zapasów żywności. Ludzi finalnie uratowano dzięki akcji amerykańskiego helikoptera, niestety przez pogarszające się warunki atmosferyczne nie zdołano ewakuować 15 żyjących na stacji psów. Te przykre wydarzenia zasmuciły obywateli Japonii, którzy zebrali pieniądze na budowę pomnika. Ten powstał na terenie jednego z parków w stolicy Japonii.(zdj.2) Rok po opisanych wydarzeniach ekipa kolejnej wyprawy odkryła, że dwa psy zdołały przeżyć żywiąc się pingwinami oraz ich jajami. Wynikiem tej radosnej nowiny był kolejny pomnik, który w roku 1960 stanął w mieście Wakkanai.(Zdj.3)


-Na psim cmentarzu w Hartsdale znajduje się pomnik upamiętniający psy służące podczas I wojny światowej.(zdj.4) W okolicy podobno postawiono pomnik dla psów-ofiar wiwisekcji, brak jednak bardziej szczegółowych informacji na ten temat.


Źródło: "Pomniki zwierząt", Roman Karczmarczuk.


#necrobook #psy #rzezba #pomniki

a5e7b30b-92f5-4bb7-ba2e-e6362f051711
856c84d2-1b98-447c-aef5-c7deb4064463
aaf882a2-93b3-4922-8ab6-be67379ad9bc
6df6623b-37bc-4c0a-8c48-beb2cbf402a9

Zaloguj się aby komentować