Front Bałkański w I wojnie światowej część 16, na podstawie "Through the Serbian Campaign -The Great Retreat of the Serbian Army" By Gordon Gordon-Smith wyd. 1916

#iwojnaswiatowa #historia #pierwszawojnaswiatowa #1wojnaswiatowa #ciekawostkihistoryczne #VoivodePutnik

Poprzednie części pod tagiem #voivodeputnik

Podróż powrotna do Ćićevaca była spokojna, z wyjątkiem odkrycia, że Caesar, mój wierzchowiec, oprócz tego, że miał zwichrowany kręgosłup, zdawał się cierpieć na pewnego rodzaju kłopoty z sercem, które skłaniały go do kładzenia się w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Nigdy nie odkryłem, na ile te ataki pokrywały się ze zwykłym pragnieniem odpoczynku. Zauważyłem, że ostre użycie mojego bata przyczyniło się do jego szybkiego powrotu do zdrowia, a ataki zwykle pojawiały się, gdy trzeba było pokonać szczególnie nieprzyjemny odcinek drogi.

Nasze tempo było powolne, ponieważ droga, jak okiem sięgnąć, była zablokowana przez poruszające się kolumny piechoty, kawalerii, artylerii, wagonów bagażowych i pociągów pontonowych, które niczym powódź płynęły w kierunku gór. Druga i Trzecia Armia były teraz w pełnym odwrocie i dokładały wszelkich starań, aby jak najszybciej zdobyć wejście do przełęczy. Słowo „szybkość” w odniesieniu do armii serbskiej ma oczywiście wartość względną, ponieważ nigdy nie przekroczy ona tempa wyznaczonego przez wozy zaprzężone w woły. Szybkość w przypadku wojsk serbskich została zatem zastąpiona przez wydłużenie wysiłku, tak aby pokonać jak największy dystans w ciągu dwudziestu czterech godzin. Im więcej widziałem serbskich wołów, tym bardziej wzrastał mój podziw dla nich. Wydawały się niezmordowane, a ich siła pociągowa była wprost cudowna. Również wozy, pomimo pozornie prymitywnej konstrukcji, były cudami wytrzymałości i wydajności, wytrzymując zużycie, które zniszczyłoby każdy zwykły pojazd. Problem, przed którym stanęli feldmarszałek Stepanovitch i generał Jurišić Šturm, nie był łatwy. Chodziło o przetransportowanie stu trzydziestu tysięcy ludzi z Drugiej i Trzeciej Armii, z trzydziestoma tysiącami wozów zaprzężonych w woły, stu bateriami artylerii, trzema dywizjami kawalerii, pociągami pontonowymi, polowymi sekcjami telegraficznymi i telefonicznymi, kolumnami amunicyjnymi oraz tysiącem i jedną rzeczą, która stanowi przeszkodę dla nowoczesnej armii, przez górski wąwóz o długości siedemdziesięciu kilometrów. Wejście do tej przełęczy znajduje się tuż za Kruševacem i biegnie przez Jankovą Klissurę do Kuršumliji, kilka mil od starej granicy tureckiego Sandżaku w Nowym Bazarze, zaanektowanego przez Serbię po klęsce wojsk sułtana w 1912 roku.

Ze względu na ciężki stan dróg nasze postępy były powolne. Zwykle, gdy byliśmy konno, mogliśmy przepychać się obok wolno poruszających się kolumn wojskowych, ale w tym przypadku było to niemożliwe, ponieważ powódź chłopów i ich rodzin, uciekających z Ćupriji, Paraćina i wielu innych wiosek, wypełniała drogę po obu stronach maszerujących wojsk. Gdy dotarliśmy do Ćićevaca, zapadł zmrok. Na stacji kolejowej zastaliśmy rozebrany budynek dworca. Wszystkie meble zniknęły, a sędziwa matka zawiadowcy gotowała wieczorny posiłek w przybudówce, w której ustawiono stół i kilka krzeseł, by służyły za tymczasową jadalnię. Sekcja saperów przybyła, by wysadzić most i podpalić wagony kolejowe wypełniające bocznice przed przybyciem Niemców. Komunikacja telegraficzna i telefoniczna nadal istniała na północy do Ćupriji i na południu do Stalać. Dzięki temu mogliśmy śledzić postępy Niemców godzina po godzinie. Podczas kolacji co jakiś czas rozlegał się dzwonek telefonu na stacji. Zawiadowca podnosił czapkę i wychodził odebrać. Pierwsze wiadomości pochodziły z Ćupriji, dwadzieścia pięć kilometrów w górę linii. „Niemcy są trzy mile od miasta”, brzmiał pierwszy komunikat. Następnie kilka minut później: „Pociski spadają dookoła stacji. Przygotowujemy się do odjazdu”. Następnie po półgodzinnej przerwie: „To nasza ostatnia wiadomość. Aparatura telegraficzna została zdemontowana i załadowana do pociągu wraz z całym personelem. Wyjeżdżamy za kilka minut”.

Po tym Ćuprija zamilkła, a Paraćin (szesnaście kilometrów dalej) podjął opowieść. „Odgłos dział staje się coraz głośniejszy z każdą minutą”, zatelefonował, „Ćuprija jest w rękach wroga”. Pół godziny później: „Nasze posterunki i »Comitadjis«” (nieregularne oddziały serbskie, które ze względu na swoją znajomość kraju zazwyczaj pozostają w kontakcie z wrogiem do samego końca) są zaangażowane w walkę z niemiecką strażą przednią”. Po około trzydziestu minutach nadeszła wiadomość: „Wygląda na to, że Niemcy zatrzymali się na noc. Ostrzał prawie ustał. Widzimy ogniska biwakowe wroga na całym horyzoncie”. To było ciekawe uczucie, gdy z godziny na godzinę otrzymywaliśmy wiadomości o postępach najeźdźców. Przypominało to nocne czuwanie przy łóżku umierającego. Kawałek po kawałku widzieliśmy, jak zbliża się ostatni śmiertelny moment. Kiedy pociąg z personelem kolejowym przybył z Ćupriji, otrzymaliśmy kilka dodatkowych szczegółów. Feldmarszałek von Mackensen zatrzymał swoją armię, która była zaangażowana od świtu, tuż przed Paraćinem, który miał zostać zajęty następnego ranka. Pociąg zabrał na pokład kilku uchodźców z Ćićevaca, a następnie powoli ruszył do Stalać, węzła komunikacyjnego położonego około dziesięciu kilometrów dalej. Jak się dowiedzieliśmy, większość mieszkańców Ćićevaca postanowiła nie uciekać, lecz czekać na przybycie Niemców. Wykazali się przy tym rozsądkiem, gdyż ucieczka niewiele by im dała. Zatłoczenie spowodowane exodusem ludności groziło katastrofą narodową. W miarę zmniejszania się kraju pozostającego wciąż w rękach Serbów, masa ludzi, którzy uciekli z dzielnic najechanych przez Bułgarów na południu i wschodzie oraz przez Niemców i Austriaków na północy, była codziennie gromadzona coraz bliżej siebie. Brakowało żywności i nie można było znaleźć zakwaterowania. I to u progu zimy. Do tej pory owce, woły, świnie i mąka, które uciekająca ludność była w stanie zabrać ze sobą, utrzymywały ich przy życiu, ale te zapasy szybko znikały, a wtedy głód zajrzał im w twarz. Nie było mowy o tym, by wąski pas terytorium, do którego zostali powoli, ale pewnie zepchnięci, mógł zapewnić żywność setkom tysięcy głodujących ludzi. Pierwszą troską rządu było zaspokojenie potrzeb armii, od której zależały ostatnie nadzieje na ocalenie narodu. Należało znaleźć racje żywnościowe dla prawie 200 000 mężczyzn i 40 000 „Komordjis” (woźniców), a także paszę dla 80 000 wołów i 20 000 koni. Aby zwiększyć trudności rządu, armia i ludzie zostali zmuszeni do wejścia do kraju, który był serbski od zaledwie trzech lat i którego administracja wciąż znajdowała się w początkowej fazie. Nie można było całkowicie polegać na lojalności tureckiej i albańskiej części ludności. Było więcej niż pewne, że część turecka (na szczęście niewielka mniejszość) uzna Niemców, będących sojusznikami sułtana, za swoich wybawicieli. To właśnie w takich okolicznościach rozpoczął się wielki odwrót do Sandżaku w Nowym Bazarze i nowo podbitych terytoriów albańskich. Trzeba przyznać, że perspektywa była daleka od wspaniałej.

O Aliantach w Salonikach słyszeliśmy niewiele lub nic. Dowiedzieliśmy się, że próba francuskiego natarcia w kierunku Uskubu[Skopje] została odparta przez Bułgarów. Linia kolejowa Monastir-Saloniki wciąż działała, ale była poważnie zagrożona i w każdej chwili mogła zostać przerwana. O ruchach wojsk brytyjskich w Salonikach nic nie słyszeliśmy. Wszystko to nie napawało optymizmem, a kolacja była przygnębiająca. Ponieważ było pewne, że Niemcy nie dotrą do Ćićevaca do następnego wieczora, postanowiłem około północy położyć się spać. Jest to "façon de parler"[fr język potoczny], ponieważ nie było tam żadnego miejsca do spania, z wyjątkiem gołych desek w pokojach dworca. W tym momencie po raz kolejny zadzwonił dzwonek telefonu. Był to telefon ze Stalać, informujący, że inspektor kolejowy przyjeżdża lokomotywą, aby zobaczyć się z zawiadowcą stacji. Ponieważ Stalać znajdował się zaledwie kwadrans drogi stąd, poczekałem na jego przybycie. Instrukcje, które przywiózł, były takie, że jak tylko pociąg z personelem z Paraćina przejedzie, most przed stacją Ćićevac zostanie wysadzony w powietrze, a instrumenty telegraficzne i telefoniczne zostaną odkręcone. Załadowane wagony na bocznicach miały zostać przeznaczone do splądrowania przez ludność cywilną, a następnie wszystko, co pozostało, miało zostać zniszczone przez pożar i eksplozję. Następnie personel stacji miał wsiąść do pociągu i odjechać do Kruševaca. Wszyscy urzędnicy kolejowi i funkcjonariusze cywilni otrzymali rozkaz udania się do miasta Prisztina, oddalonego o około sto dwadzieścia mil.
1aeb3ebf-a5f7-45e3-b9b0-473dff2af9d6
2c0407ef-e2b3-4f14-8f1e-f418cc48127f
e7348c86-c0db-4843-b035-cf44ee8d57d6
1

Komentarze (1)

@Hans.Kropson najgorsze są chorwackie urwy zbrodniarze z obozów - nożami gardła podcinając potrafili zamordować dziennie tylu co niemcy w komorach gazowych w treblince

Zaloguj się aby komentować