179 + 1 = 180


Tytuł: Ga Ga. Szpital

Autor: Piotr Szulkin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Pomorze / RSW

Format: książka papierowa

Liczba stron: 222

Ocena: 9/10


Dwie nowele Szulkina w jednej książeczce. Tomik otwiera "Ga Ga - Chwała bohaterom". To rasowe, kosmiczne SF - przynajmniej tak się zaczyna.


"W XXI wieku ludzkość stała się tak bogata i szczęśliwa, że nikt już nie chciał obierać trudnego i ryzykownego zawodu kosmonauty. Dla zaspokojenia odwiecznego człowieczego pędu ku nowym, nieznanym światom znaleziono jednak rozwiązanie. Rozwiązanie społecznie wartościowe i moralnie nieobojętne. A oprócz tego tańsze od wysyłania w kosmos kosztownych automatów... I tak próżnia wypełniła się wysłannikami ludzkości przepełniającymi pełnym nadziei gwarem kosmiczne krążowniki penitencjarne."


W utworze śledzimy losy Scope'a, jednego z więźniów, który zostaje wysłany z misją odkrycia nowej planety i objęcia jej w imię wspólnoty narodów. Ląduje na planecie Australia-458, gdzie zostaje obwołany bohaterem i ugoszczony ze wszystkimi udogodnieniami. Szybko jednak okazuje się, że bohater w naszym i ich rozumieniu ma jednak zupełnie inne "obowiązki". Rewelacja, zarówno fabularnie jak i przede wszystkim pod względem klimatu. Utwór jest brudny, duszny i śmierdzący. Atmosfera rozkładu wylewa się z każdej strony, porywając czytelnika swoim turpizmem. Widać tu duże nawiązania do schyłku PRL, ustroju w którym wszyscy są szczęśliwi choć nic nie mają, ale z zachwytem patrzą na zachód. Pochłania się kolejne strony z zapartym tchem, coraz szerzej otwierając oczy ze zdumienia nad kolejnymi, coraz bardziej absurdalnymi i groteskowymi pomysłami autora. Wczoraj oglądaliśmy też z różową ekranizację (bardzo wierną książce a co za obsada!), różowa zerkając jednym okiem, stwierdziła że dla pełni doznań w sali kinowej powinni rozpylać lizol xD.


Jeżeli "Ga Ga" jest absurdalny i groteskowy to nie wiem jak określić "Szpital". Co tam się dzieje to głowa mała czysta abstrakcja i surrealizm, po stronach ganiają się krasnale, Indianie budujący podkop i wieloryby popełniające rytualne samobójstwo. Zaczyna się w miarę niewinnie - w Wigilię sanitariusze zabierają do karetki pacjenta. Rychło się jednak okazuje że karetka zostaje wynajęta w charakterze obwoźnego wozu z mięsem, więc sanitariusze z naszym pacjentem muszą poczekać przed blokiem. Przymusowa przerwa staje się przyczynkiem do poznania szeregu rozmaitych dziwnych postaci i zgrubnego nakreślenia sytuacji ogólnej. Cechą wspólną z poprzednim utworem jest schyłek PRLu, choć tu klimat jest zupełnie inny, bardziej końca pewnej epoki, przepełniony oczekiwaniem na coś co musi się w końcu stać, choć nikt nie wie kiedy.


Była to szalona podróż, nie zapomnę jej nigdy. Zdecydowania warto zapoznać się z twórczością tego autora.

TYSIĄCE NÓG

MILIONY STÓP

A WSZYSTKO W JEDNYM BUCIE


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

da735ab3-a951-4e85-88c9-c28d1f7d488e
trixx.420 userbar

Komentarze (3)

Zaloguj się aby komentować