226 + 1 = 227
Tytuł: Władcy niebios
Autor: Frank Herbert
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Amber
Format: książka papierowa
Liczba stron: 181
Ocena: 4/10
Chemowie to rasa inteligentnych, nieśmiertelnych istot, które władają galaktyką. Ich panowanie rozciąga się także na Ziemię, gdzie rządzi niejaki Frafin. Jako istot nieśmiertelnych, głównym zagrożeniem Chemów jest... nuda. Z tego względu, na licznych planetach powstają kreocentra, w których, na urządzeniach zwanych pantovivorami, nagrywane są poczynania mieszkańców tychże planet. Oczywiście to coś więcej niż zwykły film - nagrywane są także postrzegania zmysłowe i nastroje "aktorów". Puszczane potem jest to ku uciesze wszystkich Chemów na różnych planetach. Wszystko było by dobrze, ale ów Frafin nieco przesadził, gdyż nie tylko nagrywa, ale też kreuje i aktywnie wpływa na historię Ziemi, co najmniej od czasów starożytnego Rzymu. Odkrywa także, że Chemowie mogą łączyć się z Ziemiankami, więc dużo z nich jest porywanych ku hmm... dalszej uciesze Chemów, tym razem nieoficjalnej.
Na Ziemię wysłany zostaje specjalny agent Urzędu Zwalczania Przestępczości, który ma za zadanie sprawdzenie niepokojących doniesień...
Bardzo ciekawy koncept inteligentnej rasy, która de facto rządzi kosmosem uważając, że wszystkie pozostałe rasy to tylko pionki w ich grze, mało ważne robaki, bez żadnej wartości. Choć znowu ich powierzchowność typu "małe zielone ludziki" ehhh.. Powieść oryginalnie wydana w latach 60 więc jest ten gęsty klimat złotej ery SF, seksizmu jak u Dick'a i całej tej otoczki. Niestety gdzieś od połowy, gdy porwana przez Chemów zostaje ważna dla jednego z bohaterów Ziemianka, a jej ojciec morduje swoją żonę, całość skręca w stronę nudnego jak flaki z olejem dramatu sądowego, przetykanego psychologicznymi badaniami zabójcy. Jak to często bywa - pomysł fajny, wykonanie do d⁎⁎y.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter

